Najpierw została znaleziona.
I zapakowana do transportu. Tu wkroczyliśmy my, koty. Maciek był odważniejszy,
wlazł do środka. Ale zaraz wylazł, bo się bał chyba, że go przez pomyłkę wywiozą.
Ja na wszelki wypadek
obadałem znalezisko z daleka. Phi, bo ja wiem, nic szczególnego w niej nie
stwierdziłem. Na co komu taka skrzyneczka? Dziwni ci ludzie są.
To poszedłem się zdrzemnąć na
kanapie w aureoli promieni słonecznych.
Na działce skrzyneczkę
przejęła Tosia. Wprawdzie zmęczona była koszeniem trawy 
i pilnowaniem nowego hamaka,
ale mebelek musowo trzeba obejrzeć.
Nic bez nas!
Kontemplację tajemniczej
skrzyneczki przerwał dziewczynom podejrzany szelest w trzmielinie. To coś o
wiele ciekawszego. Niestety, nic nie udało się upolować.
A tymczasem skrzyneczka
została zagospodarowana. Ot, i cały sekret.