niedziela, 8 października 2017

Wreszcie w komplecie!


Najpierw przyjechała Lusia, dwa dni po niej Tosia. Adaptacja nie jest łatwa. Jeśli chodzi o Lusię, przyznam, że to ja skrewiłem. Nacharczałem na nią. Sam nie wiem, dlaczego. Zrobiło mi się wstyd i ukryłem się za zasłonką.
Ale Lusia jak to Lusia, wcale się nie przejęła. Odsypia wakacje. Prawie non-stop.

 Szybko się zresztą przeprosiliśmy.


Tosia na działce pożegnała się ze wszystkimi. Z Dosią, która na do widzenia niezbyt kulturalnie pokazała jej język.
 Z kaczkami, które razem z mamą karmiły.

Nawet z owadami, które całe lato tłumnie oblegały kwiaty.

Ona to zjechała z większym hukiem, bo charcze na każdego, jak leci. Z doświadczenia wiemy, że trzeba to przetrwać, ale miło nie jest.

A teraz... no cóż, czekamy na wiosnę :)
 

sobota, 30 września 2017

Koniec wakacji?


Podobno dziewczyny niedługo zjadą do domu.
Hurrra, wreszcie! Byłbym rad, bo całymi dniami przesiaduję w szafie. Z nudów i tęsknoty. Wiem, że Lusia też za mną tęskni i wypatruje, czy przypadkiem nie przyjechałem...

Ona ma tam więcej rozrywek. Na przykład robi za lilię, która zakwitła jesienią ;)

Albo sobie wącha kwiatki. 
Albo się po prostu wyleguje.
Ma też adoratora, pseudo Nosek. Niby wpada się najeść,
ale przy okazji łakomie i na Lusię spogląda. A kysz!!!
A Tosia dzielnie we wszystkim pomaga. Suszy zioła

stróżuje


kosi trawę
po czym... kocia toaleta.






sobota, 9 września 2017

Wakacje cd.


A jednak... zgodziłem się, żeby Lusia pojechała jeszcze na trochę, bo bardzo tego chciała. Przygotowała się do wyprawy solidnie. Wzięła wody dla ochłody.
Bo od Tosi miała wiadomość, że upał nieznośny.
A tymczasem... Lało, lało i lało. Czas spędzała w betach,
pod ławką,
rzadko była okazja, żeby wdrapać się na dach i rozejrzeć po okolicy.
Albo pełnić wartę patriotyczną.
Dosia i Tosia "zajadały" porę deszczową chrupkami.
A my z Maćkiem spędzamy czas po staremu i bodaj czy nie mamy lepiej niż dziewuchy włóczykije.


Ale spoko, podobno wraca słońce :)






poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Powoli kończy się lato...


Wiele z niego nie użyliśmy. Trochę smutne było. Lusię uprosiłem i została w domu.
Że ja ją kocham szalenie, to już wiecie.
Ale i Maćkowi przypasowało jej towarzystwo. Obserwowałem ich z góry.
Przynajmniej mnie się nie czepia, buc jeden.
Tosia ma najlepsze lato. I wcale nie jest sama.

Ma cichego adoratora Stefana.




sobota, 12 sierpnia 2017

Króciutkie wspomnienie


Pamiętacie dereń Mamy? Zobaczcie, jak się bujnie rozrósł. Będzie nam Ją zawsze przypominał. Naszą Mamę najlepszą pod słońcem :)

czwartek, 10 sierpnia 2017

Upały



No i wykrakałem. Lusia została, bo... zachorowała. Miała wysoką gorączkę i ogólnie było z nią kiepsko. Leczy się dzielnie. W szpitaliku "Pod kratą".


Tymczasem nastały afrykańskie upały. Tosia na działce była okrywana zimnym kompresem.

Dosia wśród traw próbowała szukać schronienia.
Nawet jaszczurka wskoczyła do miski dla ochłody.
My w domu radziliśmy sobie każdy po swojemu. Ja tam ciepełko lubię, więc zażywałem kąpieli słonecznych na drapaku.
A jak się przegrzałem, szedłem pilnować butów – tam, gdzie słońce nie dochodzi.
Lusia i Maciek okazali się odporni, rzadko opuszczali swoje legowisko.