sobota, 18 listopada 2017

U nas po staremu


Gromadzimy się w czteropaku
i w parach
i przy wodopoju z warszawską kranówką
i przy miskach z żarełkiem.
 Myślimy też o wszystkich, którzy są na działce. O Dosi
O "Nosku"
O ptaszkach
I na koniec – kwiaty dla Mamy, które kwitną i kwitną, choć zima się zbliża...






wtorek, 7 listopada 2017

Wizyta


Znów był u nas mój ulubiony Wujek:) I Ciocia, też fajna. Mistrzyni miziania kotów! Przywieźli megapyszne chrupki:)
I niestety znów musieli wyjechać :(  I znów zaczęliśmy się pakować do walizki, ale...
Zostajemy. Tu jest nasz dom. Nasz kaloryferek.

Nasze kołderki.
 Trzeba też zadbać o koty działkowe, ocieplić budkę na zimę.
 Dla Dosi i innych potrzebujących.


Nakarmić ptaki.

Pomóc, kiedy przyjdzie wiosna, żeby śp. Mama zobaczyła, że Jej dzieło - nasza działka - trwa i trwać będzie, dopóki kotom i człowiekowi starczy sił. Postaramy się, żeby była... prawie tak samo piękna.
Zrobili nam piękne fotki, żeby mieć na pamiątkę. Oto nasza gromadka.



Wujku, Ciociu, już tęsknimy za Wami. Będziemy czekać, my koty i nasz człowiek. Wracajcie do nas szybko!
PS. Obiecali, że wrócą. 





niedziela, 8 października 2017

Wreszcie w komplecie!


Najpierw przyjechała Lusia, dwa dni po niej Tosia. Adaptacja nie jest łatwa. Jeśli chodzi o Lusię, przyznam, że to ja skrewiłem. Nacharczałem na nią. Sam nie wiem, dlaczego. Zrobiło mi się wstyd i ukryłem się za zasłonką.
Ale Lusia jak to Lusia, wcale się nie przejęła. Odsypia wakacje. Prawie non-stop.

 Szybko się zresztą przeprosiliśmy.


Tosia na działce pożegnała się ze wszystkimi. Z Dosią, która na do widzenia niezbyt kulturalnie pokazała jej język.
 Z kaczkami, które razem z mamą karmiły.

Nawet z owadami, które całe lato tłumnie oblegały kwiaty.

Ona to zjechała z większym hukiem, bo charcze na każdego, jak leci. Z doświadczenia wiemy, że trzeba to przetrwać, ale miło nie jest.

A teraz... no cóż, czekamy na wiosnę :)
 

sobota, 30 września 2017

Koniec wakacji?


Podobno dziewczyny niedługo zjadą do domu.
Hurrra, wreszcie! Byłbym rad, bo całymi dniami przesiaduję w szafie. Z nudów i tęsknoty. Wiem, że Lusia też za mną tęskni i wypatruje, czy przypadkiem nie przyjechałem...

Ona ma tam więcej rozrywek. Na przykład robi za lilię, która zakwitła jesienią ;)

Albo sobie wącha kwiatki. 
Albo się po prostu wyleguje.
Ma też adoratora, pseudo Nosek. Niby wpada się najeść,
ale przy okazji łakomie i na Lusię spogląda. A kysz!!!
A Tosia dzielnie we wszystkim pomaga. Suszy zioła

stróżuje


kosi trawę
po czym... kocia toaleta.






sobota, 9 września 2017

Wakacje cd.


A jednak... zgodziłem się, żeby Lusia pojechała jeszcze na trochę, bo bardzo tego chciała. Przygotowała się do wyprawy solidnie. Wzięła wody dla ochłody.
Bo od Tosi miała wiadomość, że upał nieznośny.
A tymczasem... Lało, lało i lało. Czas spędzała w betach,
pod ławką,
rzadko była okazja, żeby wdrapać się na dach i rozejrzeć po okolicy.
Albo pełnić wartę patriotyczną.
Dosia i Tosia "zajadały" porę deszczową chrupkami.
A my z Maćkiem spędzamy czas po staremu i bodaj czy nie mamy lepiej niż dziewuchy włóczykije.


Ale spoko, podobno wraca słońce :)