wtorek, 20 sierpnia 2019

Zdobycz


Człowiek myślał, że Lusia poluje na ćmę bukszpanową, prawdziwa zmorę działkowców i nie tylko.
Polowała, i owszem, ale na coś zgoła innego. Nornica też szkodnik. Ma! Dopadła i niesie.

Posadziła na trawie i zmierzyły się wzrokiem... raz, drugi i trzeci.
 
 
 Ale kot nie zna litości. Wzrok krwiożerczy i morderczy. Ciąg dalszy przemilczymy.
Delikatną Tosią wstrząsnęły te widoki. Postanowiła się odprężyć. Sądząc po mętnym spojrzeniu, nieco przesadziła.






niedziela, 11 sierpnia 2019

Dzieje pewnej skrzyneczki




Najpierw została znaleziona. I zapakowana do transportu. Tu wkroczyliśmy my, koty. Maciek był odważniejszy, wlazł do środka. Ale zaraz wylazł, bo się bał chyba, że go przez pomyłkę wywiozą.
 
Ja na wszelki wypadek obadałem znalezisko z daleka. Phi, bo ja wiem, nic szczególnego w niej nie stwierdziłem. Na co komu taka skrzyneczka? Dziwni ci ludzie są.
To poszedłem się zdrzemnąć na kanapie w aureoli promieni słonecznych.
Na działce skrzyneczkę przejęła Tosia. Wprawdzie zmęczona była koszeniem trawy 
i pilnowaniem nowego hamaka,
ale mebelek musowo trzeba obejrzeć. Nic bez nas!
Kontemplację tajemniczej skrzyneczki przerwał dziewczynom podejrzany szelest w trzmielinie. To coś o wiele ciekawszego. Niestety, nic nie udało się upolować.
A tymczasem skrzyneczka została zagospodarowana. Ot, i cały sekret.


środa, 31 lipca 2019

Nowy kolega



Ale na początek tradycyjnie nowa lilia. Biała i przecudna, spójrzcie na te czerwone pręciki. Prawdziwe dzieło sztuki naturalnej.
A nowy kolega to kot sąsiadów. Mieszczuch, wpada na krótko i chadza na sznurku, znaczy się na smyczy. Fakt, że przystojniak, dziewuchy aż zatkało.
Choć Tosia na miastowego gostka nafukała. Za blisko widać podszedł do jej włości.
Hello, dziewczyny, przypominam, że w domu macie kota bodaj czy nie piękniejszego. A już na pewno słuszniejszej postury, tamten to chudzina. No dobra, młodzik jest, poza tym oczy ma przepiękne, miodowego koloru. Zupełnie jak nasz wujaszek Rudy, który jest już za tęczowym mostem. Ale... dla porównania zobaczcie moje fotki. Mam rację?


wtorek, 16 lipca 2019

Na letnisku



Wasz reporter Lucek donosi:
Lato trwa. Kwitną lilie – majestatyczne i pachnące :)

Kwitnie Tosia – w koszyku. Też majestatyczna, nie powiem ;)

Susza, wodę trzeba oszczędzać, więc pilnuje i racjonuje, żeby za szybko z misy nie ubyło. 
Polegiwać lubi Tosia na swojej czarnej podusi, ale ledwo już się na niej mieści (hihihi, przyganiał kocioł garnkowi).

 A propos garnków – to ja (nie na letnisku oczywiście). W poszukiwaniu drugiego dna.
Lusia młodsza, to i bardziej ruchawa. Wiewiórkę czasem udaje. No, powiedzmy, że podobna...
Choć lubi też poleżeć
i pokulkać się na kociej miniplaży.
Pojawił się dawno niewidziany Stefan – największy żarłok na działkach. Ucieszyli się wszyscy, bo nie było go bardzo długo. W każdym razie apetytu nie stracił. Ani wypłoszowatego wyglądu. Przychodź, Stef, tu żarcia zawsze jest w bród.

A przez zieloną „zupę” (to nasza fosa) żwawo przeprawiają się maleńkie kaczuszki. Po tosty. Bo kaczuszki człowiek też karmi. Tak, tak, wiemy, że nie chlebem... ale rosną na nim jak na drożdżach.
Słowem, fajnie na letnisku jest. Budź się Maciek, stary leniu, i poczytaj chociaż.






piątek, 21 czerwca 2019

Pierwszy dzień lata



Narzekałem na maj, to teraz mamy. Dzisiejsza data czysto teoretyczna. Upały męczą nas od jakiegoś czasu. Jakie na to są sposoby?

Sposób nr 1 (domowy)
Komentarza nie wymaga.

Wieczorem schładzamy się z Maćkiem zza kraty.


Sposób nr 2 (działkowy)

To już bardziej skomplikowane. Można na chodniku, ale czy on aby chłodzi?
Uwaga, na drugim zdjęciu to nie Tosia! To jej działkowy sobowtór!

Pod drzewem, to i pazurki przy okazji można naostrzyć.
Na lato kupili Tosi... koszyk. Niby miał być na kwiaty, ale czyż nasza Tosia nie jest piękniejsza od najpiękniejszych kwiatów? Niczym Czarna Róża (o ile takie w przyrodzie występują). No i rozmiar jak ulał :)
Okadzana jest antykomarowymi spiralkami. Żyć nie umierać! 
 

  


 

sobota, 8 czerwca 2019

Dzień Pamięci



Kto czyta bloga regularnie, ten wie, jaki dziś dzień. To dzień pamięci mojej Mamy. Tej pierwszej, najważniejszej, która mnie wybrała i pokochała, choć „łatwym” egzemplarzem nie byłem. Ale byłem jej synkiem-maminsynkiem. Kocham Ją i nigdy nie zapomnę. Bo była najlepszą Mamą na świecie. Była moja i tylko moja. I wiem, że gdziekolwiek jest, czuwa nade mną. Nad nami wszystkimi.

środa, 29 maja 2019

Majowe podsumowanie



Trochę się poleniłem z pisaniem, ale też i ten jakoby magiczny miesiąc MAJ okazał się do bani. Pogodowej, więc niewiele się działo i jeszcze mniej się chciało. Chociaż...
Parę ładnych dni było. Towarzystwo na działce miało frajdę. Zgodnie z kalendarzem świąt państwowych zainstalowali sobie stosowny kwiatek w patriotycznej kance. 

Kąpiele słoneczne też były, razem i osobno.
Nowy zmywak został zaanektowany przez Niunię. 
Dobre jedzenie też było, a jakże, ale to już standard. Te koty działkowe to chyba mają lepiej niż domowe. Nie powiem, że nie zazdroszczę.
O proszę, jest nawet szyneczka ze Społem. Spożywana czujnie, bo zbliżał się konkurent. Aha, to Lusia, która pojechała już na działkę.




Wprawdzie pogoda nie sprzyja, ale ma tam kanapę w domku i wygodnie. Z rezydentami nie zadziera, oni zresztą też są grzeczni. Taki Warsik na przykład. Spokojnie zaczekał, po czym dojadł resztki.
I poszedł na ganek do sąsiada.
Niunia mniej ustępliwa, ale cóż... kobietka.
A w domu... jak to w domu. Śpimy.
Ja pilnuję ciuchów 
i doglądam prania. Przed wrzuceniem do pralki trzeba posortować.
Lusia przed wyjazdem zlustrowała zakupioną kocimiętkę
i zdrzemnęła się w pożegnalnym uścisku z Maćkiem (jak to burasy, ciągnie swój do swego).