wtorek, 6 marca 2012

Tunel

Wraz z karmą ludzie nabyli coś, co nazwali tunelem. Ten tunel jest długości Tośki i ma taki dzyndzel w środku, ale za to fajnie szeleści. Nie ma dnia, abyśmy w nim się nie bawili.

Najfajniej bawić się w szukanego.

Bywa, że wyglądamy przy tej zabawie jak przez okno :)


ale co tam, grunt, że mamy fajną zabawę, szczególnie kiedy Maciek, vel Buncol, w tunelu zaklinuje się :))


Tośka jak go w tej pozie zobaczyła, to ze śmiechu do wanny wskoczyła,

po czym szybko do pokoju przyleciała i w tunelu latarkę udawała :))

Ubawu mamy z tym tunelem po uszy, a czasem i po sam ogon, bo można w tunel wejść i wyjść i swój ogon jeszcze złapać :)) no prawie.

piątek, 2 marca 2012

Riposta

Oj tam, oj tam, zaraz musi odejść, też mi coś, a że kabelki pogryzłam, to po co się po podłodze walają?

I  że niby gardło podgryzam? Jak zabawa, to zabawa, no nie, na całego. A zresztą, obróżkę mi zwędził, to co miałam robić, patrzeć i prosić? Widzi mi się, że chłopaki za długo sami tu byli i teraz płaczą, że pani kota porządek robi i ustawia.

Nie jest jednak tak źle, pobawić im się dam zabawkami, przytulę się czasami.


Ale jak trzeba, to nawrzucam temu i owemu.

Ogólnie rzecz ujmując, Luckiem nie ma co się przejmować, on już tak ma, że czasem panikuje, jak to maminsynek wygrzewający się na kaloryferze.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Podgryzacz

Wyleguję ja ci się w leniwe popołudnie, marzę o wiośnie, a tu nagle... Tośka... gardło mi podgryza.

Tośka ostatnio podgryza nie tylko gardła nas wszystkich, ale też...

kabelki - od telefonu, telewizji, komórki, lampy, komputera, słowem, co da się przegryźć, to jest przegryzione.
Zatem zawiązaliśmy ruch oporu pt. "Tośka musi odejść", ale Tośka, jak to Tośka, guzik sobie z tego robi, tylko spogląda na nas z góry,

 z każdej góry, bo wchodzi, gdzie chce.



My jednak nie dajemy za wygraną i opublikowaliśmy list opatrzony fotką,


która mówi sama za siebie, czyż nie? A list jest krótki i dobitny: "Podgryzaczom w obróżkach mówimy stanowcze nie".

piątek, 17 lutego 2012

Dzień kota

17 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kota.
W tym dniu to my koty jesteśmy najważniejsi. Właściwie to jesteśmy najważniejsi 365 dni w roku, ale dzisiaj wyjątkowo. Dzisiaj ludzie będą nas miziać dłużej niż zazwyczaj, kupią nam lepsze jedzenie, a może i jakąś zabawkę.
Wiemy, że nie jesteśmy lubiani przez część społeczeństwa, ale to już ich strata i świadczy jedynie o nich. My jesteśmy wyjątkowi. Dumni, niezależni i chodzący własnymi drogami. Nie dajemy się szkolić ani formować wedle zachcianek naszych ludzi. Prawda jest taka, że to ludzie przystosowują się do nas, a nie my do ludzi. Niestety, nie wszystkim odpowiada taka nasza wolność i wybierają....... psy.

 Jesteśmy indywidualistami, jesteśmy niezależni, ale to nie oznacza, że nie potrzebujemy miłości. Tęsknimy za ludźmi tak samo jak psy, tak samo domagamy się miziania, tyle tylko, że wtedy kiedy my mamy na to ochotę, a nie kiedy ludziom się przypomni. Ten dzień ma  podkreślić znaczenie kotów w życiu człowieka, niesienie pomocy bezdomnym kotom i uwrażliwienie ludzi na często trudny koci los. 
Życzę miłego świętowania wszystkim kotom, a ludziom, aby o nas nie zapominali, bardziej nas kochali i o nas dbali, bo jesteśmy tego warte.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Domek

Moi ludzie kupili piękny, wspaniały domek dla Dosi, nie mylić z tą wścibską Tośką, co to podkrada się i pisze na moim blogu.

Domek jest wypasiony i ocieplony.


Dosia się w nim wyleguje, póki co. A jak na posiadłość wróci Misia, to pewnie zechce dzielić tę willę z Dosią. A wiosną i latem, jak my tam wszyscy gromadnie zjedziemy, to będziemy mieli tzw. letni domek :)) Żyć nie umierać.
Póki co to wylegujemy się... na kanapie, na stole, na parapecie, w zlewie, wannie, biurku, kaloryferze i gdzie dusza zapragnie.


Czasami to aż skóra drętwieje od tego wylegiwania siem. Ale ja dzisiaj paczałem na kalendarz i widziałem, że za 38 dni przyjdzie wiosna. Hurrra! Zauważyłem też zupełnie niechcący, że jutro Walentynki. Dziewczyny lubią te klimaty, no nie, to może z chłopakami się umówimy i oddamy dziewuchom trochę Sheby z naszych misek, coby nie mówiły, że nie pamiętamy. Choć z drugiej strony żaden z nas nie jest w tych naszych dziewczynach zakochany, to niby dlaczego mielibyśmy się z nimi czymkolwiek dzielić?