poniedziałek, 12 lutego 2018

Nasze życie codzienne


Jak się toczy? Wystarczy spojrzeć na zdjęcie.

Ale mamy też swoje obowiązki. Tak nie chwaląc się, najwięcej ja, jako głowa domu. Głównie doglądam i pilnuję. A to prania.
A to rzeczy. Plecaczka na przykład, żeby Tośka gumek nie zgryzła na amen.
 
A to naszej sofy, po co ją narzutami zakrywać, taki ładny wzorek ma. To odkrywamy z Tośką, żeby wzrok nasycić.
Potem odpoczywamy, rzecz jasna. Ale to syzyfowa praca jest. Wróci matka, zaś zakryje :(
Jak już się zmęczę tym pilnowaniem, napiję się wody
i odsapnę chwilkę, w towarzystwie Luchy najczęściej.
Maciek to wiecie, osobliwy egzemplarz. Właściwie niczym się nie zajmuje. Jeśli nie liczyć żebrania o żarcie.
Dziewczyny bardziej próżne są. Lustereczko, powiedz przecie...
Ale Tosieńka kochana ma też drugie oblicze – bardziej krwiożercze. Pudło w rujnacji.
Piękny mam brzuszek, co nie? Luśka bez kompleksów.
No i sami widzicie, gdyby nie Gospodarz... czyli ja, porządku by tu nie było za wiele.



czwartek, 1 lutego 2018

Wspomnienie mamy Misi


Odeszła od nas dwa lata temu. Moja kocia Mama i dobry duch naszej działki. Pamiętamy o niej. I Wam chcemy przypomnieć.

środa, 31 stycznia 2018

Zima? Wiosna?


Jak to mówią, wiosna radosna. Dziś właśnie tak było. Śnieg stopniał, słoneczko zaświeciło, trawka wyszła zielona... Doprawdy zgłupieć można.
Ale mówią też, że zima jeszcze wróci i da nam popalić. Nie miałbym nic przeciwko temu. Pomarzyć o puchowych leśnych ścieżkach dobra rzecz.
My i tak siedzimy w domu, w ciepłych becikach i wygryzionych pudełkach, więc zima nam niestraszna.
 
A tymczasem... Dosia zażywa zimowo-wiosennego słońca. Wniebowzięta to mało powiedziane.


Sikorki za bardzo w odwrót zimy nie wierzą i wolą się najeść do syta na wszelki wypadek.

Wiosennie również w domu się zrobiło. Pojawiły się żonkile.
Ktoś je jednak powyciągał z wazonu. 

Ha, zgadnijcie kto?
Hiacynta na szczęście nie udało się wzruszyć. Miśki pilnowały.
Żarty żartami, ale na wiosnę wszyscy bardzo czekamy. Już niedługo...


niedziela, 21 stycznia 2018

Wreszcie prawdziwa zima


Ze śniegiem. Z nieba, nie z torebki.
Dosia o dziwo lubi śnieg. Że też łapki jej nie marzną. Brrr!
Zresztą mama Misia też lubiła. To zdjęcie sprzed paru lat.
Ja, wychów pudełkowo-cieplarniany, w ogóle sobie tego nie wyobrażam.

Z zajęć ekstremalnych co najwyżej obserwuję wróbelki zza kraty. 
Drzewa, krzewy, trawy – wszystko pokryte puchową pierzynką. Bajkowy świat!
A w lesie wyrośli... bałwankowie.











niedziela, 14 stycznia 2018

Z nowym rokiem... starym krokiem


Wiecie, to chyba ściema jest, że z nowym rokiem coś się zmienia. U nas nic się nie zmieniło. Barłożymy się jak wcześniej.
 
Grzejemy kocie kości.
Czasami, jak nam się chce, pomagamy (choć podobno bardziej przeszkadzamy).

W kuchni
na półkach
w szufladach
na szafkach.
Obserwujemy wróbelki zza kraty.

Na działce też nic nowego. Stołówki działają. Dla kotów,
dla ptaków.