sobota, 12 sierpnia 2017

Króciutkie wspomnienie


Pamiętacie dereń Mamy? Zobaczcie, jak się bujnie rozrósł. Będzie nam Ją zawsze przypominał. Naszą Mamę najlepszą pod słońcem :)

czwartek, 10 sierpnia 2017

Upały



No i wykrakałem. Lusia została, bo... zachorowała. Miała wysoką gorączkę i ogólnie było z nią kiepsko. Leczy się dzielnie. W szpitaliku "Pod kratą".


Tymczasem nastały afrykańskie upały. Tosia na działce była okrywana zimnym kompresem.

Dosia wśród traw próbowała szukać schronienia.
Nawet jaszczurka wskoczyła do miski dla ochłody.
My w domu radziliśmy sobie każdy po swojemu. Ja tam ciepełko lubię, więc zażywałem kąpieli słonecznych na drapaku.
A jak się przegrzałem, szedłem pilnować butów – tam, gdzie słońce nie dochodzi.
Lusia i Maciek okazali się odporni, rzadko opuszczali swoje legowisko.






niedziela, 30 lipca 2017

Zostanie Lusia?


Już wydobrzała, ale wynegocjowałem jeszcze tydzień. Dobrze nam razem. Właściwie po co ma wracać na działkę? Znów się pokaleczy.

Razem śpimy.
Pijemy wodę wespół
i z osobna.


Przyglądam się, jak modeluje.

Fajna jest Lucha i fajnie być razem :)

sobota, 22 lipca 2017

Lusia w domu


Doigrała się. Ma ranę i musi ją wyleczyć, więc zaległa w domowym szpitaliku.
Ja się cieszę, bo z Maćkiem już mi się trochę nudziło. Bucowaty i się wywyższa. Powiada, że jak dostanie gramofon, to będzie słuchał płyt, hehe.
Lusia na razie się regeneruje. 
Towarzyszę jej.

O, widzicie, już odżywa :)

niedziela, 16 lipca 2017

Slow, czyli zwolnij



Tak radzi nasza Mama. My, koty, akurat to wiemy. Raczej nigdy i nigdzie się nie spieszymy. No, chyba że gonimy np. za ptaszkiem. Jak widać, też z pełną gracją :)


Ale generalnie żyjemy slow i mamy czas na wszystko.
Na pospanie

pojedzenie
upajanie się przyrodą
 świeżą wodą
szumiącą trawą
plażingiem w krzakach

Kontemplujemy życie w wolnym rytmie. Wprawdzie dopiero co podśmiewałem się z leniwców... ale tak naprawdę dobrze nam z tym :) Jesteśmy spokojni i szczęśliwi.

A ci dziwni ludzie wciąż pędzą i pędzą. Dokąd? I po co? Nie rozumiem.








niedziela, 9 lipca 2017

Leniwce



Wiecie co, rozczarowałem się mocno. Myślałem, że na działce życie wrze: podchody, przygody, polowania i trofea myśliwskie, bójki z obcymi (terytorium bronić trzeba) jak to drzewiej bywało.
A tymczasem... Oj, kocice, starzejemy się chyba ;) 

Tośka czasami, zgodnie z szyldem, udaje drapieżnicę...
ale już po chwili zapada w zasłużoną kocią drzemkę.
Luśka – kanapowa sybarytka – nawet nie próbuje zachować pozorów.
A jak nie na kanapie,
to na podeście wylegują się wespół
na ławce
na tarasie.
Gdziekolwiek, byle przyciąć komara.

No to ja dziękuję za takie wakacje. Wolę w swoim domku. Cieplutko, mięciutko i bezpiecznie.
Maciek też tak uważa.















sobota, 1 lipca 2017

Wyjątek



Tak, tak, wiem, że to blog koci, a nie ogrodniczy, ale pozwólcie, że ten jeden raz zrobię wyjątek. Chciałbym pochwalić Drugą Mamę, która bardzo się stara, żeby kontynuować dzieło Mamy Pierwszej i Najważniejszej. Działkę jak dla mnie najpiękniejszą na świecie. 
Przyjazną dla wszystkich: dla nas kotów, dla żab, jaszczurek, jeżów, zaskrońców, dla ptaków, owadów, dla roślin – drzew, traw, kwiatów...

I w dodatku dostała nagrody w konkursie :) Upiększyła, jak umiała, chciałbym Wam pokazać. Mama Pierwsza na pewno by się ucieszyła.
Latarenka :) Podobno pięknie świeci
Doniczka, która pokazuje czas, i rozsada pod nią (może wykiełkuje)




















Mini-domek dla ptaszków :)

I "projekty" Mamy


Wszystko w kwiatach :) Więc spokojnie sobie dumam w tuneliku. Już powoli zaczynam rozumieć, że życie musi się toczyć dalej... mimo wszystko.