wtorek, 14 sierpnia 2018

Wakacje cd.



Dni mijają coraz szybciej, jeden do drugiego podobny, jeszcze lato, ale za progiem jesień... Starzeję się chyba. Sami zobaczcie: jadam na kanapie,
rozciągam ciało, coby się nie zastało,
albo po prostu śpię, śpię, śpię...
Mam wrażenie, że kiedyś było inaczej, nawet jak siedziałem w domu, to więcej się działo. Choćby z Maćkiem się pobiliśmy. Tymczasem Maciek teraz... wcale ode mnie nie lepszy. Moim zdaniem mocno skapcaniał z wiekiem.
A może najlepiej zwalić wszystko na upały. I brak dziewczyńskiego towarzystwa. Sam nie wiem. Ale nie będę smęcił. Mam na bieżąco wieści z działki, to się z Wami podzielę.

Zacznijmy od tego, że kiedyś wszyscy tęsknili za słońcem, a teraz wszyscy mają go czasami serdecznie dość. Odbywa się wielkie polegiwanie w każdym dostępnym skrawku cienia, mimo że koty przecież kochają słońce. Na głowie świat stanął!

Dziki lokator Warsik

Tosia
Lusia
 
Każdy skrywa się gdzie może. 
Tylko woda źródłem życia jest.
A propos, podlać by się zdało, ale kto ma na to siłę? Może ja spróbuję jako najmłodsza.  
Eee tam, chyba wolę przejść się po drzewie.
Czekamy niemrawo pod furtką na człowieka, który też przybywa mocno niemrawy. 

Po południu odprowadzamy człowieka tęsknym wzrokiem, 
choć tak naprawdę za nim nie tęsknimy. Jeszcze się nabędziemy razem. Teraz korzystamy z uroków przyrody i wakacji. Kumplujemy się z tutejszymi, przeganiamy intruzów.

Zdarzają się „wykopaliska” – niespodzianki. Tosia wygrzebała z ziemi :) Ale nie zrobiła krzywdy i zagrzebała z powrotem wystraszoną ropuszkę. 
Na szczęście czasem pojawia się deszcz. I tak to wygląda. Przepięknie :) i orzeźwiająco.
 

wtorek, 10 lipca 2018

Zaś upały



Działo się. I źle, i dobrze. Zacznę od złego. Zachorowała Tosia. Musiała w trybie pilnym przyjechać do domu na leczenie. Oj, bardzo była nieszczęśliwa w szpitaliku „Pod Kratą”. 
Jak tylko doszła do siebie, zaczęła się domagać powrotu. Kiedy drapanie w drzwi nie pomogło, usadowiła się w budce i czekała.
A wróciła... tramwajem. Bardzo była dzielna i chyba jej się spodobało, choć skład okrutnie zgrzytał. Szacun, Tośka, ja bym na pewno takiej podróży nie zniósł.
Już jest szczęśliwa, już „u siebie”.
Następnego dnia pojechała Lusia. Ona jak dama, taksówką. Też szczęśliwa.
Znów nadeszły upały, koteczki rozłożyły parasole, ale mało co pomagają. 
Najfajniej jest w cieniu ławki
albo drzwi.
Niunia zadomowiła się na dobre. Ależ z niej śmiesznota :)
Bywa też Warsik, ale gość to niesympatyczny. Dziewuchy traktują go wodą z węża, hihi.
Tylko my z Maćkiem kiblujemy w domu. Niby źle tu nie mamy, ale trochę nam się nudzi. No i, co nie jest sekretem, niezbyt za sobą przepadamy.
Maciek głównie śpi/kontempluje. Może wziął sobie do serca motto na dziś:
Kot, który chce dożyć spokojnej starości, powinien nad tym spokojem wcześniej popracować.
Kierując się tym samym, ja pławię się w promieniach słońca.

piątek, 1 czerwca 2018

Dzień Dziecka



My, koty, też byśmy chętnie obchodzili. Bo niby czemu nie? Ale mnie spotkała w ten dzień przykra niespodzianka. Zostałem wbrew protestom zataszczony do weta!!!
Obraziłem się rzecz jasna. I schowałem w nowym domku. Dla zasady. Dzielny jestem, weta się nie boję, ale dziś to chyba raczej jakieś prezenty by się należały, a nie zastrzyki.


Lusia uczciła przewdzięcznym rozkrokiem, cyrkóweczka nasza kanapowa :)


Najlepiej to chyba miały koty działkowe, które pojawiły się dziś w parce: Niunia (kiedyś zwana „Noskiem”) i jej kumpel/kuzyn Warsik. Te przynajmniej się najadły.
A Tosia samosia narwała sobie peonii.

Koty noszą w sobie najlepsze cechy i zdolności innych stworzeń. Od kotów przejęły jedynie nazwę.

piątek, 25 maja 2018

Majowe podsumowanie



No i proszę, maj ledwo się zaczął, a już się kończy. Długo nie pisałem, ale pewnie mało kto się zmartwił, bo chyba coraz mniej mam czytelników. Trudno. Obiecałem Mamie, że dopóki ja będę, będzie i ten blog – dla Jej pamięci.


Największe atrakcje miała oczywiście nasza działkowiczka Tosia.
Hitem sezonu okazał się... rower! Nie wiem tylko, czy na nim jeździła, bo wygląda na zajęty.

Ale możliwe że tak, bo zmęczona wielce, nawet pożywiała się na leżąco.

Do posiłków zresztą ma konkurentkę.

Nam w domu zostały wróbelki na balkonie, które wciąż przylatują i urozmaicają kotom czas.

Lusia z wrodzonym jej wdziękiem uprawia modeling.


Zdarzają się u nas i takie konfiguracje.

Maciek zreperował drapak i triumfalnie na nim zasiadł, nie dopuszczając nikogo.
Ale w nosie go mamy, dostaliśmy nową budkę :) 

Czasem to nawet chcielibyśmy zrobić coś pożytecznego, obiecaliśmy raz pomóc w pracy „naukowej”, ale cóż... koci sen siła wyższa.












piątek, 4 maja 2018

Tosia na działce


Nie mogła się doczekać, ale wreszcie pojechała!


W Święto Konstytucji 3 Maja, które my uczciliśmy jak zawsze – skromnym patriotycznym kwiatkiem. 
Początkowo była megaoszołomiona. Co nie dziwi po zimie spędzonej w domowych pieleszach.
 Ale szybko się ogarnęła. W końcu i kąty znajome, 

i towarzystwo.
I, niestety... jaszczurki zwane przez nas szczurkami, choć na szczęście nie udało jej się ani jednej upolować mimo usilnej penetracji.

Również ptaszki (też na szczęście) okazały się poza jej zasięgiem. 

Przyznacie, że przepięknie wygląda nasza Królowa pośród zieloności :) 

Znalazła też chwilę czasu, żeby rozpłaszczyć się przed gośćmi w podzięce za podwózkę.

Trafiła tylko na nieziemski upał i szybko się zmęczyła. Zaległa więc na chłodnym chodniku
 i w cieniu na sztucznej trawce pod ławką.