Moja koleżanka Dosia bardzo miło mnie przywitała.
Buzi dała i przyniosła mi myszkę.
Myszka fajna, ale taka jakaś mało ruchawa, że tak powiem. Bawić się nie chciała, tylko leżała.
Pomyślałam, że bieganie po drzewach jest jednak fajniejsze.
Nazajutrz nie miałam siły jechać na działkę, toteż pojechał Maciek. Ale Maciek jak to Maciek, zamiast polować, bawić się i skakać, wolał się wylegiwać
i trawkę na leżąco wyskubywać.
To ci dopiero leń patentowany.