środa, 7 kwietnia 2010

Wielkanoc na działce - część 3

Będąc na działce nie tylko baraszkowałem z Maćkiem. Starałem się pomagać.

Przekopywałem kompost, a nawet przyczyniłem się do jego wzbogacenia :))


 No dobra, może z tą dziurą w kompoście trochę przesadziłem, ale fajną wykopałem, no nie?



Wykopywałem też dziury na grządkach, w zasadzie to je tylko powiększałem, może przydadzą się do posadzenia cebulek?

Za namową Maćka udałem się na spacer z naszym człowiekiem. Maciek mi opowiadał, jak to chodził na spacery z Maggie, ale skoro Maggie zabrakło, to ja przejąłem jej rolę.


Co prawda daleko nie uszliśmy, bo nieopodal byli obcy ludzie, ale jak na pierwszy raz to było całkiem fajnie.


Po spacerze poczęstowaliśmy się ulubiona trawką. I tak właśnie wyglądała nasza Wielkanoc.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Wielkanoc na działce - część 2

Wielkanoc mieliśmy przepyszną. Jak już wspominałem, w oba dni świąt byłem na działce wraz z Maćkiem. Teraz już wiem, dlaczego Maciek tak bardzo chce tam jeździć.

Siedząc tak sobie na drzewie, rozglądając się dookoła,


dostrzegłem coś czarnego na sąsiedniej działce. Nie omieszkałem sprawdzić, co to może być, i sam wybrałem się na zwiady.

Sąsiednia działka to istne chaszcze i wielka niewiadoma. My koty uwielbiamy takie klimaty, bo nigdy nie wiadomo, co się kryje za węgłem.

Skradając się bezszelestnie, dotarłem do obiektu moich zainteresowań zwiadowczych. Okazało się, że jest to czarny kot.
Nie miałem aż takiej odwagi, aby do niego podchodzić, jakoś nie ufam obcym, nie tylko kotom.


Pan kot nie okazał zbyt wielkiego zainteresowania moją osobą i sobie poszedł. Ja tymczasem wróciłem na swoją działkę, aby pogonić Maćka

i pobaraszkować w kwiatkach.

Reszta przygód w następnym odcinku.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Wielkanoc na działce - część 1

Dzisiaj i wczoraj byłem na działce. Ale po kolei. Zapakowali mnie w torbę, Trochę protestowałem, bo kto lubi siedzieć w takim więźniu? Po jakimś czasie torba się otworzyła, a ja znalazłem się na trawie.


Patrzę i oczom nie wierzę, ale przestrzeń, jakie to wszystko duże. Wow. Aż boję się wyjść, choć po Maćku już śladu nie widać, ale Maciek to stały bywalec działek, więc nie ma się co dziwić.
W końcu wyszedłem z torby, powąchałem się z Maćkiem i... hulaj dusza.


Zaliczyłem grządki, trawki, krzewy i kompost. Nawet ośmieliłem się wejść na inną działkę. Najlepiej jednak czułem się na drzewie.


Z wysoka mogłem obserwować, co się dzieje dookoła. A działo się bardzo dużo. Na sąsiedniej działce pojawił się jakiś obcy kot.


Oboje z Maćkiem bacznie go obserwowaliśmy, czy czasem na naszą działkę nie wejdzie.


W ogóle drzewa okazały się tym, czego mi od zawsze brakowało, poczułem się jak Tarzan w dżungli :))


Kiedy Maciek przeglądał się w lusterku,


ja tropiłem dzikiego zwierza za płotem.


Przygód miałem co niemiara. Resztę opowiem jutro.

sobota, 3 kwietnia 2010

Życzenia Wielkanocne

Lucek i jego drużyna świąteczny show zaczyna





Wszystkim czytelnikom mojego bloga życzę miłych, przyjemnych i  pogodnych świąt.

Świętujemy

Święta się już chyba zaczęły, bo ludzie się nie krzątają, tylko cicho siedzą i sobie czytają. My też zaczęliśmy świętować.

Maciek zainteresował się jakimś zielskiem na stole, ja zaś zająłem się koszyczkiem, bo coś tam bardzo pięknie pachniało.


Kiedy Maciek delektował się owsem,


ja złapałem za kawałek mięsa, które było w koszyczku, i myk...

Ale się nie udało, pozostała mi jedynie serwetka z koszyczka do... wąchania.

A byłem już tak blisko posmakowania prawdziwych świąt.
Chyba muszę przerzucić się na ten owies, choć z miny wujaszka wcale nie wynika, że to taki specjał, jak go Maciek opisuje.

piątek, 2 kwietnia 2010

Przedświąteczne sprostowanie

Wczoraj był prima aprilis, a że koty też  poczucie humoru mają, to pozwoliłem sobie napisać o Stefanie. Tylko że Stefana nie ma i pewnie nie będzie, a szkoda, bo bardzo bym chciał takiego myszowatego kolegę :))

Tymczasem przygotowujemy się do świąt, czyli:


buszujemy w gałęziach zwanych wierzbą mandżurską.  Bardzo nam się to zajęcie podoba, można sobie co nieco pogryźć i poskakać pomiędzy nimi, albo


z wujaszkiem się podroczyć,

 albo kwiatki powąchać.


Prace przedświąteczne są bardzo wyczerpujące, toteż po ich skończeniu drzemka jak najbardziej wskazana jest.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Prezent

Ludzie zrobili nam nie lada prezent. Zastąpili naszą Maggie... chomikiem.

Chomik ma na imię Stefan i jest bardzo fajny. Mieszka sobie w pięknej willi


i ma nas kotów w przysłowiowym nosie :))
A my koty ślinimy się na jego widok, no bo mysz to mysz, czy ma na imię Stefan, czy Zdzicho, pozostanie, jakby to powiedzieć, smacznym kąskiem.
Wysiadujemy przeto przed tą jego willą i patrzymy w niego jak w obrazek z nadzieją, że jakoś się prześlizgnie przez te pręty i... się z nami pobawi :))
Póki co Stefan też nas obserwuje

i jakoś nie ma zamiaru uciekać ze swojego więźnia.