poniedziałek, 10 maja 2010

Leoś

Leonek, mój braciszek, podesłał kilka zdjęć. Oto one.







Nieprawdaż, że piękne?
Już za kilka dni czeka nas  wszystkich wielkie niespo :)) Dokładnie to na pewno czeka mnie. Wiem, bo mi Maciek zdradził, ale o tym potem.

niedziela, 9 maja 2010

Zwyczajnie po kociemu

Maciek znowu był na działce.

Spacerował pod parasolem,

wisiał na drzewie




i oglądał świat z dachu.

Ja tymczasem "czarowałem", czyli znikałem i się pojawiałem.

Najpierw byłem w moim sekretnym domku, nagle myk,

domek pusty, i znowu  myk,

i jestem, tylko w innej pozycji. Nie fajne czary?

Potem zobaczyłem, że wujaszek okupuje moje drzwi balkonowe, swoją drogą przeoczyłem ten moment, kiedy on się tam wdrapywał, ale jakoś nie wyobrażam go sobie wiszącego na kracie jak ja.  Nie mogłem pozostać bierny, w końcu to moje drzwi, i podążyłem z odsieczą.


Maciek wrócił z działki bardzoooooooo zmęczony, choć wiem, że się tam wylegiwał,

a ja nie mieszcząc się mimo szczerych chęci na drzwiach balkonowych, siadłem w zadumie na "drzewku" i przyglądałem się śpiącemu Maćkowi.

piątek, 7 maja 2010

Dzień jak co dzień

Bawiłem się z Maćkiem linką, ale Maciek zawsze ją sobie uzurpuje. Tym razem to ja okazałem się szybszy

i  zacząłem wciągać linkę do mojego nowego pudełka, w którym trzymam swoje skarby.

Maciek tylko patrzył zdziwiony, gdzie ta linka znika.

Po chwili linka i ja zniknęliśmy, a Maciek dalej patrzył, nie dowierzając własnym oczom. Pewnie biedak myślał, że naprawdę nas nie ma. Ja jednak postanowiłem się  ujawnić,



coby Maciek po mnie czasem nie płakał :))  Zmęczony tą zabawa w chowanego zległem byle gdzie, aby prędko.


Maciek w tym czasie zajął się jedzeniem.

Kiedy ja zdecydowałem, że jestem głodny, przyszedł wujaszek Rudy


i musiałem podzielić się z nim michą. A że wujaszek ma głowę dwa razy większą od mojej,


to ustąpiłem miejsca, mając nadzieję, że dla mnie jeszcze coś zostanie.

poniedziałek, 3 maja 2010

Majówka

Maciek spędził majówkę na działce,


obserwując sójkę


i spacerując z człowiekiem.




Ja z uwagi na to, że nie znoszę jeździć samochodem, zamknięty w transporterze, spędzałem majówkę w domu. Leżąc na sofie,


bądź też przyglądając się gołębiom.





Gdy Maciek wrócił do domu, zdał mi dokładną relację z pobytu na działce.


Nie omieszkał przy tym  śmiać się ze mnie i nazywać mnie tchórzem, co skończyło się bijatyką.


Dla ukojenia nerw wszedłem do szafy


po mój ukochany sweterek.


On zawsze działa na mnie niczym melisa na człowieka.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Do czterech razy sztuka

Wszystko zaczęło się normalnie. Przyjechaliśmy na działkę jak poprzednio. Jak już wspominałem, nie lubię jeździć samochodem i nie lubię przebywać w zamknięciu, czyli tzw. transporterze, ale  jakoś to przeżyłem.

Po przyjeździe ulokowałem się w kwiatkach, które tak uwielbiam wąchać.
.
Nawet pobiegałem po drzewach, razem z Maćkiem.


Wykopaliśmy nawet  wielką dziurę z tyłu domku.


I nagle wypatrzyłem ich...

głośnych, zdziczałych, dziwnych ludzi, którzy zaczęli mnie osaczać. Wszystkie dotąd wolne działki były pełne ludzi. Nie potrafiłem tego zdzierżyć i uciekłem.


Co prawda po dłuższych nawoływaniach moich ludzi i Maćka wróciłem


tylko po to, aby pobawić się w berka,


ale zaraz potem uciekłem ponownie od tego wrzasku i tej masy obcych ludzi. Uciekłem na dobre.
Moi ludzie nawoływali mnie w nieskończoność aż do późnych godzin nocnych, a ja się po prostu bałem, że obcy mnie wezmą ze sobą, i nie dawałem się  złapać nikomu. Nawet moim ludziom.

Wiem, że źle postąpiłem, ale to było silniejsze ode mnie. W końcu dałem za wygraną. Sam wszedłem do transportera i wróciłem do domu. Teraz wiem, że moi ludzie nigdy więcej mnie na działkę nie wezmą. Ale co ja na to poradzę, że boję się obcych jak ognia? Może to i lepiej, że będę towarzyszył wujkowi w domu, a nie Maćkowi w działkowych wyprawach?

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Rozmowa z Leonem

Zadzwoniłem do Leona, bo się braciszek nie odzywał bardzo długo i zacząłem się martwić.

Wybrałem numer, jaki podał Leon, ale jakoś go niewyraźnie słyszałem. Musiałem się gimnastykować, aby przytknąć ucho w odpowiednią dziurkę. Ale jakoś poszło.


Umówiliśmy się, że Leon przyśle swoje fotki, i tak też zrobił.

Przyznacie, że zupełnie do mnie niepodobny, a jednak brat. Wygląda jak mniejsza wersja wujaszka Rudego. Tylko ten uśmiech ma tak samo zawadiacki jak ja i Lolek.
Przy okazji pochwalił się swoimi koleżkami, z którymi dzieli swoje mieszkanie.

To jest Futro.


A to arystokrata, książę niebieski rosyjski.
Podobno układa mu się tam całkiem nieźle i jest rozpieszczany jak nie przymierzając pączek w maśle. Nie abym mu zazdrościł, bo moi ludzie też mnie rozpieszczają i ulegają wszelkim moim zachciankom :))

piątek, 16 kwietnia 2010

Znowu na działce

Nareszcie pojechałem na działkę, myślałem, że już nigdy się to nie uda, ale w końcu się udało.
Na dzień dobry pobiegłem na sąsiednią działkę i... zostałem pogoniony przez jakiegoś czarnego wielkiego kocura.

Nie znam go, ale w końcu to działka niczyja, to dlaczego on się tak tam rządzi?
Z pomocą przyszedł Maciek i razem pogoniliśmy intruza z naszego "placu zabaw".


Wróciwszy na swoją działkę, pozostawiony sam sobie, bo Maciek gdzieś w tych chaszczach mi zaginął, postanowiłem oddać się błogiej rozkoszy w kwiatach.

Nie uleżałem zbyt długo, bo nagle przyleciał motylek. Zgrabnym ruchem ciała i niebywałym skokiem znalazłem się w posiadaniu tegoż owada.


Co było dalej, pominę, dodam  jedynie, że smakuje jak papier. 
Znużony tymi harcami postanowiłem powylegiwać się na leżaku, ale słońce tak w oczy raziło.





Niezbyt długo tak tam sobie leżakowałem, bo przyszedł Maciek i mnie z siedziska wygonił.




Wkrótce potem ludzie zaczęli się zbierać do powrotu. Starym zwyczajem obaj uciekliśmy na drzewo, głusi na nawoływania, ale który kot chciałby wracać z takiego "raju" do czterech ścian?