wtorek, 12 stycznia 2010

Głosuj




Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2009 w kategorii
Ja i moje życie

Jeśli chcesz oddać na niego głos, wyślij SMS o treści A00879
na numer 7144.

Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.



niedziela, 10 stycznia 2010

Śnieg pada

Śnieg pada, śnieg pada, cieszą się kotki, tu płatek, tam płatek, różne śmiesznotki.
Ten mały koteczek zawadiaka łepek podniósł do góry: skąd kasza taka?
Niedobra, niesmaczna sypie się z góry, ja kaszy nie jadam, kaszę jedzą kury.
Śnieg pada, śnieg pada, dużo go leci, ze śniegu cieszą się małe kotki, gdy za oknem płatek leci.

sobota, 9 stycznia 2010

Zimowo

Zrobiło się biało, jakaś piana spadła czy coś? Patrzę przez okno, a tu nic, tylko biało, jakby mleko się rozlało.

Moi ludzie karmią ptaszki, co na balkon zaglądają, a i o mojej mamie i bracie piracie nie zapominają.


A my tymczasem mamy ciepło i przyjemnie. Zima nam niestraszna. Bardzo chciałem zobaczyć z bliska ten biały puch, co wszędzie zalega, więc poprosiłem i ludzie przynieśli nam tego całą michę.

Szczerze mówiąc, sam nie wiem, co o tym białym czymś myśleć? Ani nie pachnie, ani nie smakuje, tylko zimne to okropnie i mokre.

Nawet ping-pongi z tego zrobione są takie jakieś inne.


Najwięcej frajdy miał nasz Maciek, on się zimnego nie boi, rozkopał ten cały śnieg po całym pokoju i lepił z niego kulki.

Nawet wujaszek Rudy się zainteresował, choć on podobno już niejeden taki śnieg widział.


Do michy łapki wsadzał i ten śnieg z nich zlizywał. Pomyślałem, że raz jeszcze spróbuję w tym białym puchu zasmakować.

Ale wybrałem myszkę, przynajmniej ona ciepła i włochata, i podrzucać się da i w zęby złapać, a nie jak ten mokry, zimny śnieg, co go nam ludzie do domu przynieśli.

środa, 6 stycznia 2010

Popelina

Właśnie się dowiedziałem, że Lolek, znaczy się mój bliźniak, odwalił taką popelinę, że aż strach.


Miał jechać z Kicią na Mazury połowić rybki, a tu kicha. Wpadł w histerię jakąś, zaczął gryźć , drapać, kopać i co tam jeszcze. W wyniku czego nie pojechał. Został w domu matołek, a biedna Kicia wraz z nim.
Ja takiej popeliny to nie robię. Robię dużo innych rzeczy, szczególnie po 22:00, bo właśnie wtedy jestem wyspany i rześki. W sam raz gotowy do akcji. Zazwyczaj towarzyszą mi moi najbliżsi, czyli Maciek zwany buncolkiem i wujaszek zwany Rudym.
Mnie osobiście najwięcej przyjemności sprawia bieganie po głowach śpiących ludzi, wieszanie się na zasłonach i spacerowanie po telewizorze zwanym plazmą. Owa plazma jest bardzo cienka i sztuka polega na tym, aby przejść po niej i jej nie zadrapać pazurem. Do tego dochodzą wspólne gonitwy po meblach i całym mieszkaniu. Cały rytuał powtarzam wcześnie rano, chyba to już rano? Co prawda za oknem jeszcze noc, ale jeść się chce, a ludzie śpią, toteż robię, co w mojej mocy, aby wyrwać ich z tego snu. Mamy z wujaszkiem Rudym sprawdzony numer. On wchodzi na parapet i wali ogonem o zasłony, a ja ten jego ogon łapię, robiąc przy tym trochę hałasu. Ludzie zaczynają się kręcić i wiercić, znaczy budzą się. A jak już się obudzą, to będzie micha. I oto właśnie chodzi.
Sami widzicie, że nijak moje zabawy mają się do popeliny Lolka. Ale mówiąc o braciach. Od bardzo dawna nie mam wiadomości od Leona i zaczynam się martwić, co się z nim dzieje. Na tę okazję zawiadomiłem stację telewizyjną, która wyemitowała News.


Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech się odezwie. Leonku, tęsknię za Tobą.

Lucek.

wtorek, 5 stycznia 2010

Galeria

Dzisiaj zaprezentuję wam galerię naszych profesjonalnych zdjęć.





Czyż nie prezentujemy się wręcz wystrzałowo? Każdy z nas to inna "bajka", inny charakter, inny temperament, inny wygląd. Łączy nas jedno - wspólna zabawa, harce i swawole.

niedziela, 3 stycznia 2010

Leniwe popołudnie

Leżę tak sobie na drzewku i myślę, czym by tu się zająć.

Wszyscy śpią, nie ma się z kim bawić, może pogonię ogon. Już nieraz próbowałem go złapać i oderwać, ale bez skutku, niestety. Wziął się i uczepił jak rzep.

Sprawdzam, czy na pewno jeszcze jest, i widzę, że jest. Robię fikołka,


łapię łapą i mam go.


Wyprostowuję się lekko, poprawiam, a on myk i znowu mi ucieka.


Ponawiam akrobacje i

tym razem go złapałem, udało się, hurra. Tylko co dalej? Myślałem i nic nie wymyśliłem. Ogon jak był, tak jest . Postanowiłem poszukać kogoś innego do zabawy i zostawić ten uparty ogon w spokoju. Natrafiłem w pokoju na ważkę zwaną janiołem.

Już zacząłem ją konsumować, gdy nagle usłyszałem ciche wołanie "szukaj mnie". Zostawiam ważkę i lecę do przedpokoju, wskakuję na szafę, patrzę, a w budce wyleguje się wujaszek Rudy.

Mam cię, mówię, ale on tylko spojrzał i dalej się wyleguje. Za chwilę słyszę znowu "szukaj mnie", a to Maciek się schował. Schodzę na dół, biegam, patrzę, zaglądam, a tu nic, tylko chichot słyszę, spoglądam w górę i oczom własnym nie wierzę.

Maciek w szafie wisi i wieszak udaje.
Zmęczony i znużony zabawami postanowiłem też poudawać, tyle tylko, że...... hot doga w leniwe popołudnie.

piątek, 1 stycznia 2010

Nowy Rok

Wczoraj waliło, że aż strach. Ja co prawda się nie bałem, bo i czego, ale Maggie się trzęsła jak nie przymierzając galaretka z reklamy Biedronki. Maciek miał oczy jak filiżanki, a wujaszek Rudy siedział pod łóżkiem. A ja dla towarzystwa trochę z Maćkiem biegałem jak kot z pęcherzem po mieszkaniu, a trochę siedziałem pod łóżkiem z wujaszkiem, coby mu tam smutno samemu nie było.
Zaczęło się całkiem niewinnie.


Zabawy z kotem-balonem w czapeczce, to ludzie go tak przystroili, my byśmy na to nie wpadli, aby z balona robić balona :)

Potem w ruch poszła serpentyna.

Nawet wujaszek Rudy i znane nam bamboszki przyłączyły się do wspólnej serpentynowej zabawy.

Nawet te nieszczęsne czapeczki nam przywdziali, coby zabawniej było, i nagle...... przyszedł jak mu tam....... Nowy Rok.



Całe niebo się rozświetliło i rozgrzmiało, całe towarzystwo się schowało i zabawa się skończyła.