sobota, 3 kwietnia 2010

Świętujemy

Święta się już chyba zaczęły, bo ludzie się nie krzątają, tylko cicho siedzą i sobie czytają. My też zaczęliśmy świętować.

Maciek zainteresował się jakimś zielskiem na stole, ja zaś zająłem się koszyczkiem, bo coś tam bardzo pięknie pachniało.


Kiedy Maciek delektował się owsem,


ja złapałem za kawałek mięsa, które było w koszyczku, i myk...

Ale się nie udało, pozostała mi jedynie serwetka z koszyczka do... wąchania.

A byłem już tak blisko posmakowania prawdziwych świąt.
Chyba muszę przerzucić się na ten owies, choć z miny wujaszka wcale nie wynika, że to taki specjał, jak go Maciek opisuje.

piątek, 2 kwietnia 2010

Przedświąteczne sprostowanie

Wczoraj był prima aprilis, a że koty też  poczucie humoru mają, to pozwoliłem sobie napisać o Stefanie. Tylko że Stefana nie ma i pewnie nie będzie, a szkoda, bo bardzo bym chciał takiego myszowatego kolegę :))

Tymczasem przygotowujemy się do świąt, czyli:


buszujemy w gałęziach zwanych wierzbą mandżurską.  Bardzo nam się to zajęcie podoba, można sobie co nieco pogryźć i poskakać pomiędzy nimi, albo


z wujaszkiem się podroczyć,

 albo kwiatki powąchać.


Prace przedświąteczne są bardzo wyczerpujące, toteż po ich skończeniu drzemka jak najbardziej wskazana jest.

czwartek, 1 kwietnia 2010

Prezent

Ludzie zrobili nam nie lada prezent. Zastąpili naszą Maggie... chomikiem.

Chomik ma na imię Stefan i jest bardzo fajny. Mieszka sobie w pięknej willi


i ma nas kotów w przysłowiowym nosie :))
A my koty ślinimy się na jego widok, no bo mysz to mysz, czy ma na imię Stefan, czy Zdzicho, pozostanie, jakby to powiedzieć, smacznym kąskiem.
Wysiadujemy przeto przed tą jego willą i patrzymy w niego jak w obrazek z nadzieją, że jakoś się prześlizgnie przez te pręty i... się z nami pobawi :))
Póki co Stefan też nas obserwuje

i jakoś nie ma zamiaru uciekać ze swojego więźnia.

poniedziałek, 29 marca 2010

Kalendarz

Maciek był u lekarza i dostał kalendarz. Nie byle jaki kalendarz, ale taki, który zawiera imieniny... kocie.



Według tego kalendarza Maciek obchodzi swoje imieniny 3 stycznia, ja, czyli Lucek, 24 marca, a wujaszek Rudy 12 września.
Kalendarz otrzymaliśmy dopiero teraz, więc przegapiliśmy moje i Maćkowe imieniny, ale to nic, wszystko się wyrówna w dniu urodzin, które  ja będę obchodził już za 1,5 miesiąca :))

Wujaszek Rudy uwielbia oglądać programy z ptaszkami i o ptaszkach.

Jak widzi coś ciekawego, to od razu mnie woła. Tym razem jednak byłem zajęty wypijaniem wody z gara i przeoczyłem walkę bażantów czy czegoś tam.


Zanim dobiegłem, to pokazywali jakieś bohomazy.



Za spóźnienie otrzymałem od wujaszka ochrzan, ale ładnie przeprosiłem, dałem buzi i wszystko było ok.

sobota, 27 marca 2010

Maciek

Maciek wczoraj pojechał na działkę. Wrócił jakiś taki umordowany, burknął coś pod nosem i poszedł spać. W końcu jak się obudził, to opowiedział, jak było. Nabiegał się trochę po trawie, choć ponoć trawa jakaś łysa i nawet nie było się w czym wytarzać.


Na grządkach też pusto i nie było czego pogryźć oprócz przebiśniegów, które akurat nie należą do zbyt smacznych.
Za to poskakał sobie po ogrodzeniach


i pomagał ludziom grabić.


W sumie nic dziwnego, że się biedak zmęczył i po powrocie odpoczywał. Podobno następnym razem, jak będzie ciepło, to ja też  pojadę, ale chyba nie będę musiał grabić jak Maciek?

środa, 24 marca 2010

Atrakcje

Wczoraj mój człowiek pojechał na działkę. Wrócił taki jakiś dziwnie podniecony, że aż strach. Potem długo z drugim moim człowiekiem rozmawiał, w końcu pokazali nam, o co chodzi.


W zasadzie nie bardzo wiem, co to jest. Wygląda jak kulka biało-szarej waty i nie bardzo rozumiem, o co to całe zajście. Maciek powiedział, że to królik. Jak się spytałem, co to królik, to Maciek odpowiedział, że to taki kot, który skacze jak wróbel.
Wróble to ja widziałem na balkonie, ale żaden nie wyglądał jak ta włochata kulka. Ale co tam, może są włochate wróble?
Drugą atrakcją była podróbka.


Czyli kot a la Maciek, który przybłąkał się na naszą działkę w poszukiwaniu jedzenia. Maciek nie był zbytnio uradowany z tego faktu i nieomal popadł w histerię, że ktoś śmie wałęsać się po jego działce, kiedy on bezczynnie wyleguje się w domu na kanapie.
Ludzie go pocieszyli, że lada dzień pojedzie na działkę rozprawić się z obu intruzami.
A ja, co ze mną, kiedy ja pojadę, ja też chcę się rozprawić i w ogóle pobiegać po drzewach, kwiatki powąchać. Tymczasem zostało mi wiszenie na drzwiach i straszenie gołębi, to tak w celach praktyki, cobym wiedział, jak się zachować na tej działce, jak by co.

sobota, 20 marca 2010

Sami w domu

Piękny wiosenny dzień, a my koty w domu. Ludzie sobie poszli i nas zostawili. Korzystając z okazji, zabawiałem się w ninję.

Czyli po kracie na balkonowe drzwi, skąd mam widok na to,co dzieje się na dole. A dzieje się zawsze tyle co nie miara. Gdy już mi się znudzi ten monitoring, następuje chwila zastanowienia..... jak zejść z tych drzwi.

Bywa różnie, ale jakoś szczęśliwie ląduję na swoje 4 łapy.
Maciek wybrał bardziej intelektualne zajęcie. Postanowił wejść na górną półkę biblioteczki i oddać się błogiemu spokojowi.


Potem wrócili ludzie i zabawa się skończyła, czyli jak te aniołki rozwaliliśmy się na kanapie, nie pozostawiając zbyt wiele wolnego miejsca dla innych. W końcu nam się należy kawałek kanapy, no nie?