czwartek, 22 marca 2012

Cepeliada

Tośka dzielnie pomaga w tworzeniu rękodzieła. Przez całą zimę powstało tego całe mnóstwo, ale na szczęście robi się ciepło, rękodzieło pójdzie w kąt, aż do zimy. Oto dzieło Tośki i ludzia.








My, chłopaki, głowy do rękodzieła nie mamy, wolimy się temu przyglądać. Szczególnie z góry.

poniedziałek, 19 marca 2012

Wiosna radosna

Przyszła w końcu wiosna radosna. W weekend było ciepło, dzisiaj trochę wieje, no dobra, wieje mocno, że aż chce łeb urwać, ale za to słoneczko świeci. Misia i Dosia fajnie mają, na działce się wygrzewają :))




A my tymczasem jeszcze w domu gnijemy i do słońca lgniemy... nawet przez kraty.



Maciek stoi na straży i pilnuje, aby Jaśki się zachowywały jak należy i zbyt wielkiego bałaganu nie robiły.


A ja na to wszystko pacze, pacze jak w teatrze i opisuję, ot co.

piątek, 16 marca 2012

Cepelia

Widzę, że wiosna już przyszła, super :) Jeszcze tylko czeka mnie sterylizacja i wio na działkę. Aha, zapomniałam nadmienić, że to ja Tosia piszę :)) Lucek się gdzieś zakamuflował, to przejęłam jego rolę :) Tak na chwilę, znaczy się.
Czekając na wiosnę, zajęłam się cepelią. Dokładnie to mój człowiek się nią zajął  i tworzy, ale ja pomagam.


Szczególnie rajcują mnie farby i ich odcienie, tudzież serwetki, kleje, pędzelki. Doradzam zatem, jak mogę, aby rękodzieło wyszło jak należy.
Po prostu odkryłam w sobie duszę artystki. Kabelki, które podgryzałam, to też w zasadzie było twórcze, czyż nie? Teraz trochę trudniej mi je podgryzać, bo ludzie psikają je jakimś zajzajerem, który śmierdzi, ale dopóki smrodek nie zniknie, to... zajmuję się cepelią :)))
Oczekiwanie na wiosnę urozmaicają nam Jaśki, czyli tzw. gołębie. Rozbestwiły się i wredne bestie na parapecie siedzą, czym denerwują i mnie, i Lucka.

Rozumiem, że przylatują się najeść, ale bez przesady, parapet jest w końcu nasz. Nawet Maciek nie wytrzymał tego nagłego ataku parapetowego i się zainteresował tym całym zjawiskiem.


W końcu po interwencji Lucka


Jaśki wróciły na swoje miejsce.

Dobra, idę zająć się cepelią, nowy towar dowieźli, będzie co malować i kleić. Narka.

poniedziałek, 12 marca 2012

W oczekiwaniu

Hej, to ja, Tośka, Lucek mi pozwolił pisać czasami, bo sam zajęty jest wylegiwaniem się przy rurkach od kaloryfera. Między nami, to Lucek trochę stetryczał jakby, taki kocur z niego zrobił się, jak ta cała reszta. Gdyby nie ja, to by całe dnie (kocury) tylko spali i jedli i s...pali. No.


Dobrze, że ludzie ten tunel nabyli, co to o nim Lucek pisał. Zabawę mamy po pachy. Lucek sobie go uzurpował


i często w nim przesiaduje, przeleguje itp., jak zwał, tak zwał.

Dopuszcza do niego nielicznych, czyli mnie, czasami, bo...


my się z Lucem kochamy jak dwa aniołki :)) u góry fiołki, na dole fiołki.



A poza tym rezyduje u nas jeszcze Miśka, choć ponoć jutro wraca na działkę, bo mrozy minęły. Mam nadzieję, że i ja na tę działkę z czasem pojadę, bo legendy o niej krążą niebywałe. Jakieś tam łosie biegają, dziki ryją, kocury się marcują, ptaki rezydują, krety i myszy spacerują, słowem cuda na kiju się odbywają.
Misia zakotwiczyła się w małym pokoju, do którego zaglądam nieśmiało, aby zobaczyć to dziwo.


I za każdym razem stwierdzam o dziwo, że to dziwo do wujaszka Rudego podobne jest, tylko bardziej okrągłe jakby.
Za każdym też razem wywiązuje się między nami mała sprzeczka, bo Misia ma to do siebie, że sprzecza się z każdym, a najbardziej z Maćkiem,



który do perfekcji opracował swoją metodę nagabywania Misi.
I tak to się u nas kręci w oczekiwaniu na wiosnę. Trochę jeszcze leniwie, ale...

za 9 dni szał, czyli wiosna radosna.

czwartek, 8 marca 2012

Dzień kobiet

Tośka i reszta życzy wszystkim kocim dziewczynkom miłego dnia dziewczynek. Sama, z samego rana, otrzymała od panów kotów tulipany.

wtorek, 6 marca 2012

Tunel

Wraz z karmą ludzie nabyli coś, co nazwali tunelem. Ten tunel jest długości Tośki i ma taki dzyndzel w środku, ale za to fajnie szeleści. Nie ma dnia, abyśmy w nim się nie bawili.

Najfajniej bawić się w szukanego.

Bywa, że wyglądamy przy tej zabawie jak przez okno :)


ale co tam, grunt, że mamy fajną zabawę, szczególnie kiedy Maciek, vel Buncol, w tunelu zaklinuje się :))


Tośka jak go w tej pozie zobaczyła, to ze śmiechu do wanny wskoczyła,

po czym szybko do pokoju przyleciała i w tunelu latarkę udawała :))

Ubawu mamy z tym tunelem po uszy, a czasem i po sam ogon, bo można w tunel wejść i wyjść i swój ogon jeszcze złapać :)) no prawie.

piątek, 2 marca 2012

Riposta

Oj tam, oj tam, zaraz musi odejść, też mi coś, a że kabelki pogryzłam, to po co się po podłodze walają?

I  że niby gardło podgryzam? Jak zabawa, to zabawa, no nie, na całego. A zresztą, obróżkę mi zwędził, to co miałam robić, patrzeć i prosić? Widzi mi się, że chłopaki za długo sami tu byli i teraz płaczą, że pani kota porządek robi i ustawia.

Nie jest jednak tak źle, pobawić im się dam zabawkami, przytulę się czasami.


Ale jak trzeba, to nawrzucam temu i owemu.

Ogólnie rzecz ujmując, Luckiem nie ma co się przejmować, on już tak ma, że czasem panikuje, jak to maminsynek wygrzewający się na kaloryferze.