czwartek, 21 czerwca 2012

Na działce 2

Rzeczywiście tak mi się na tej działce spodobało, że chciałam jechać dzisiaj, ale deszcz pokrzyżował moje plany. Ostatnim razem podpatrzyłam Maćka, jak wchodzi na drzewo.

Postanowiłam, że ja też wejdę. I weszłam.

Trochę wysoko, ale co tam, widok był wspaniały. Ludzie byli może mniej zadowoleni z moich wyczynów, ale Maciek wszedł jeszcze wyżej i jakoś nikt nie panikował.

Po powrocie na ziemię dalej odkrywałam zakamarki, jakie kryła działka.


Najfajniej spodobało mi się siedzieć w buszu traw i innych roślinek.


Zaintrygował mnie też taki śmieszny domek, ale nie potrafiłam jakoś do niego wejść, Maciek mi powiedział, że to dla ptaków... hmmm, a to ciekawe, muszę poćwiczyć wspinanie.

Poza tym gonitwom i zabawom z Maćkiem nie było końca.

Zapoznałam się też z nową koleżanką Dosią, ale nie miałam okazji się z nią pobawić.

Czekam na następny raz.

niedziela, 17 czerwca 2012

Na działce

Pojechałam na działkę z Maćkiem, Lucek został w domu z wujaszkiem. Przeżyłam szok. Jadę ci ja autem, jadę i jadę, potem nagle budka zostaje wyjęta, postawiona tarasie w jakimś obcym otoczeniu i co? Mam niby wyjść i się radować, że niczego nie znam? Hola, hola, nie tak prędko. Ludzie w końcu mnie wyciągnęli z budki i posadzili na ławce.

Już nawet nie wspomnę o bukiecie zapachów, których wcześniej nie znałam, o tylu różnych przeżyciach zmysłowych, po których miałam zawroty głowy. Szok. Trochę się na tej ławce wysiedziałam, ale w końcu myślę, a co tam, i myk - znalazłam się na tarasie.

Musiałam, jak każdy szanujący się kot, pokazać, że w zasadzie to jest mi wszystko jedno, czy mnie tu przywieźli, czy nie, i ostentacyjnie się przeciągnąć. Następnie, pomału, bez pośpiechu oglądnęłam sobie najbliższe otoczenie.

Wydało mi się na tyle przyjazne, że...


pomaszerowałam dalej. Po drodze natrafiłam na Maćka, 


którego mam na co dzień, więc pomaszerowałam dalej, bo zaczęło mi się podobać na tej działce, ale


 o tym w następnym wpisie.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Dziwadło

Słuchajcie, rewelacja, uczę się gotować, znaczy się podglądam, co robią ludzie, wącham te wszystkie warzywka i się przy tym uczę.

Zanim się ktoś oglądnie, to będę regularną kuchareczką :)

Kiedy ja się tu pilnie uczę, nasz dom nawiedza bliżej niezidentyfikowany obiekt,

najwyraźniej nielatający, ale wywołujący zainteresowanie. Lucek próbował to ugryźć, po czym wlazł w tunel, bo to nic nie dało, bo to coś dalej trwało w naszym mieszkaniu.


W końcu zdecydował, że w całości to coś  obejrzy i zdecyduje, co z tym fantem zrobić.


Ale ludzie go wyręczyli i dziwadło na działkę wyprowadzili.


Teraz nam na kompie zdjęcia pokazują, jak się pięknie kręci i wiruje ta ważka. A nie mogli tak od razu, musieli nas tym czymś straszyć? Ludzie są tacy dziwni, ale my i tak te ich dziwactwa tolerujemy :))

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Codzienność

Pogoda nie sprzyja... niczemu, toteż robimy to, co jest zgodne z pogodą. A więc WYLEGUJEMY się.

Tośka w nowo nabytym pudełku,

Maciek w starej budce,

ja jak zwykle w moim ulubionym tunelu, a wujaszek Rudy na koszu.

Można by rzec, dzień jak co dzień. Mamy jednak nadzieję, że ta codzienność lada moment odmieni się... na lepsze.

czwartek, 24 maja 2012

Koci sezon?

Jak na razie działkę regularnie odwiedza Maciek. Ostatnio plądrował... kompostownik. Ciekawe, czego on tam szukał? Czyżby żaby,

która odwiedziła naszą działkę?

A może jaszczurki, której ktoś (czytaj Dosia) odgryzł ogon?

Tak czy siak nic nie znalazł i niezadowolony z polowania poszedł pożywić się smakowitą wątróbką,

po czym zległ w cieniu.

Tymczasem na działce zmiany. Robi się barwnie i kolorowo.

Ja i Tośka z niecierpliwością czekamy na otwarcie kociego sezonu :))

środa, 16 maja 2012

Nowa zabawka

Wczoraj ludzie przynieśli takie cudo z piłką w środku. Tośka zaanektowała zabawkę po całości, ja tylko patrzę i podziwiam.


Walczy, aby wyjąć tę piłeczkę z krążka, ale chyba nadaremno.


Po wielu próbach oddała w końcu pola, czyli zabawka przeszła w moje władanie.


Mimo usilnych prób piłki nie udało się wydostać. W końcu do akcji dołączył wujaszek Rudy, ale

też nic nie wskórał. Ja posiliwszy się trochę,

spróbowałem swoich sił raz jeszcze.

Nadaremno. Uznałem, że zabawka jest zepsuta, i dołączyłem do grupy żerującej na żarełku przybyłym wraz z zabawką.

Czyli nie ma tego złego... Żarełko pyszne, a zabawkę  naprawimy.

poniedziałek, 7 maja 2012

Po majówce

Majówka upłynęła nam w miłej domowej atmosferze.




Kiedy my wypoczywaliśmy, nasi ludzie szykowali dla nas działkę. Budowali podest, abyśmy mieli się gdzie wylegiwać :)

Dekorowali i odnawiali domek,

sadzili kwiatki.

Nawet kompost uporządkowali, na którym Misia się obecnie wylaszcza.

Jednym słowem czeka tam na nas działka full wypas.

Ciekawe, kiedy nam to cudeńko zaprezentują? Maciek już tam był

i powiedział, że wygląda całkiem fajnie. Teraz pora na nas :))