poniedziałek, 21 lipca 2014

Bunt sierściuchów

O matko, znowu miesiąc minął bez pisania. Obecnie siedzę na działce i odmawiam kategorycznie powrotu do domu. Tośka też się zbiesiła i mieszka na działce wraz z Misią. Ludzie jeżdżą codziennie na działkę, tak że nie jest źle.
W domu został się Maciek z Luchą. Jak mniemam, oni też się zbuntują i cała nasza czwórka zamieszka na działce. Hhahahha.
Słuchajcie, w krzakolcach coś się rusza, pewnie mysz, lecę na polowanie. Do miłego.









poniedziałek, 23 czerwca 2014

Po przerwie

Straciłem wenę, pisać mi się nie chce, stąd te przerwy na blogu. W międzyczasie byliśmy na mini wakacjach. Pogoda nam dopisała, było fajnie, jak to na wakacjach bywa.

Były wypady na inne działki, łażenie po drzewach, bieganie, szukanie, polowanie po prostu frajda.
Lucha upolowała swoją pierwszą w życiu myszkę!!! Chodziła dumna jak paw i z nikim się nie chciała nią podzielić. Hm. Tośka upolowała żabę i to niejedną. Ja... cóż zajęty byłem wypoczynkiem, czasu na polowania nie miałem, podobnie zresztą jak Maciek. A zresztą kotom w naszym wieku już chyba nie przystoi uganiać się za myszami, nie sądzicie?
Powiem wam coś w sekrecie. Luśka weszła na drzewo i nie potrafiła z niego zejść, hihihi, ludzie musieli pożyczać drabinę, aby ją ściągnąć z czereśni. Po prostu beka!!! Ale już się nauczyła, tak że jest dobrze. U nas na działce wylęgły się małe ptaszki i to właśnie w odwiedziny do nich Lucha zaszła tak daleko na tę czereśnie, ale nic z tego nie wyszło, ptaszki całe i zdrowe gotowe do odlotu. Poszliśmy na spacer pewnego wieczoru, a Lucha myk i już siedzi na... brzozie, ale szybko się zmitygowała i zeskoczyła w porę, zanim nie zalazła za wysoko. Oj, działo się, działo. A oto fotorelacja z wakacji.















 


Z utęsknieniem czekamy na kolejne wyjazdy.

niedziela, 25 maja 2014

A u nas... hmmm

Lucha zachorzała, ot tak nagle z dnia na dzień. Straciła wigor i chęć do wszystkiego, pojawiła się gorączka i wizyta u weterynarza. Antybiotyki pomogły na tyle, że dostała tabletki do domu. Opornie to szło, bo Lucha dalej nie była sobą, ale w końcu wróciła do normy. Nie wiadomo, co jej było.


Wczoraj Tosia była na działce,


a dzisiaj rano kulała na jedną łapę i wylądowała u lekarza. Dostała zastrzyk i już lepiej, ale musi od jutra zażywać jakieś tam środki, pewnie przeciwbólowe, bo naciągnęła sobie mięśnie. Dziewczyny muszą się szybko kurować, bo już niedługo jedziemy na wakacje, ponoć.



poniedziałek, 12 maja 2014

Majowo?

Prawdę mówiąc, majowo kojarzy nam się z działką i słońcem, a tu kicha. Zimno i mokro. Co chcemy jechać na działkę, to leje. Dlatego też w większości uskuteczniamy to:




Jak Lucha się nudzi, to zwiedza szafę


albo gapi się w TV.

Czasami gra w ping-ponga, którego potem człowieki szukają pod szafami, komodami czy biurkami.

Ogólnie czekamy na lepszą pogodę i co się z tym wiąże, wyjazdem na działkę. A jest po co jechać, bo podobno grasują tam potwory.


Wow.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Świątecznie

Ależ ten czas leci, znowu tak długo nie pisałem, a myślałem, że niedawno :)) Tyle się działo przez ten czas. Ja, Lucek, miałem zapalenie paszczy, znowu, już  jest lepiej, ale wciąż jestem na prochach, czyli antybiotykach. Lucha miała operację i biega w kubraczku.

Gorąco jej było, to sobie wywietrzniki powygryzała, cwaniara. Kubraczek jak widać na przemiał i to już jutro, czyli gato diablo powraca :)) A było tak pięknie. Taka Lusia milusia.

No, ale mamy święta wielkanocne, a Wielkanoc to moja specjalność, hihihi. Ludzie przynieśli koszyk pełen pachnącej wędlinki.


Jak się temu oprzeć???


Najpierw Maciek próbował się do koszyczka dobrać, ale na próżno.

Potem Luśka,


no i w końcu przyszła na mnie pora. Tosia nawet nie próbowała, bo wiedziała, że odpadnie w przedbiegach. Dużo nie pokosztowałem tej szyneczki, ale co odgryzłem, to moje :))

Po śniadanku była sjesta na kolankach.

Luśka też chciała, ale się średnio załapała.

Życzymy wam wyżerki i sjesty w te radosne święta :))




czwartek, 3 kwietnia 2014

Weekendowo

Maciek i Tośka pojechali na działkę, ja zostałem w domu, aby pilnować Luśki, żeby czasem domu nie rozniosła :))

Maciek po spacerze i zapoznaniu się z terenem postanowił odpocząć.

Tośka, jako że młodsza, miała więcej wigoru, zwiedzała całą działkę.


A ja

z góry obserwowałem poczynania małej, a potem

wyczerpany zległem z Luchą na kanapie.




sobota, 15 marca 2014

Po staremu

Wiosna była i się skończyła, jakby. Mieliśmy nadzieję, że pojedziemy na działkę, a tu klapa, szkoda. W związku z powyższym uskuteczniamy to, co koty lubią najbardziej, czyli spanie.

To dziewczynki, jakby się kto pytał, przytulone do siebie,

a to chłopaki, każdy sobie.

No  dobra, jak jeszcze było wiosennie, to nie tylko spaliśmy, trochę się ruszaliśmy, tak dla kondycji, coby na działce nie polec z nadmiaru wrażeń i powietrza.

Luśka goniła swój ogon na drapaku.

Czarna, znaczy Tośka, zażywała kapeli słonecznych, ludzie porządkowali działkę,

a my chłopaki, hmm, no właśnie, co my robiliśmy??? A już wiem, redagowaliśmy tego posta, co teraz piszemy, i obserwowaliśmy ptaszki na balkonie.