poniedziałek, 4 listopada 2019

Dosia i Warsik



Kochają się. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Może i amantem ten Warsik nie jest, ale czy to ważne? Daje ciepełko naszej Dosi, co w kontekście zbliżającej się zimy jest nie do przecenienia. Więc już go nawet polubiliśmy :)
Najpierw były karesy pod kaliną.
 


Potem pod jabłonią.
 

 Przyznam, że trochę zazdrościmy.

środa, 30 października 2019

Jutro Halloween



Jak ostatnio pisałem, będziemy cały dzień sami. Dom co prawda już przystrojony, żeby nie było nam smutno,
ale takich dyniek, jakie wyczarowywała nasza Pierwsza Mama, to nikt nie umie zmajstrować.
Nawet my, koty, choć chętnie byśmy pomogli. Jak to za dawnych dobrych czasów bywało...
Posyłamy więc do Niej „kuriera”, który zawiezie zamienniki/erzace. Symbolicznie. Dla wspomnienia naszych wspólnych Halloweenów. I żeby wiedziała, że pamiętamy, kochamy i tęsknimy.
BTW, pisałem też o płaszczu z nasturcji. Popieścił go w nocy przymrozek. Dziś wyglądał tak. Brrr, ohyzda :(

Ocalały za to nasze ulubione rudbekie. No i działkowe koty, które każdy promyczek słońca potrafią wykorzystać przed zimnymi nocami.

poniedziałek, 28 października 2019

Przestrzelone



Mam na myśli przedwczesny powrót Tosi do domu. Przedwczesny w sensie pogodowym. Mogła jeszcze pobyć ze dwa tygodnie i wrócić na Halloween na przykład. Choć z drugiej strony... Będziemy spędzać ten dzień sami, więc lepiej, że minął okres karencji i Tosia już na nas nie syczy. Ba, nawet przytulaśnie się przytula :)


Bo na działce właściwie do dziś było ciepło i prawie... wiosennie.
Kwitną róże ku uciesze owadów
 i płaszcz z nasturcji.
Rudbekia zwraca się ku słońcu.

Rezydent Warsik też.
 Trawy potrząsają grzywami na wietrze.

I wreszcie hit: Dosia i Warsik – zaloty pod jabłonią.
Ja zaś tradycyjnie zagrzebany w becikach, uprzednio odkrywszy ulubiony wzorek. To uwielbiam.







piątek, 11 października 2019

Przed ciszą wyborczą

Bo ja wiem, może i zagłosuję na tę Panią. Co najwyżej zostanę "napiętnowany". Ale najpierw skosztuję pysznego kwiatka, póki całkiem nie uschnie.

wtorek, 8 października 2019

Jesienna deprecha



Albo raczej deprecha domowa. Jak to zwykle u Tosi bywa. Bo też jest już w domu!
Dopiero co było tak: słońce i pełny luz.
A teraz tak: ani słońca, ani luzu.
 
Budkę, w której przyjechała, najpierw obwąchała Lusia.
Potem usadowił się w niej Maciek.
Ale jako że natura nie znosi próżni, na działce Tosię zastąpił sobowtór/podróbka. Trzeba przyznać, że niczego sobie. 
Są też Warsik i Niunia. Tu jeszcze słonecznie, ale wkrótce będą walczyć o przetrwanie. 
Z pomocą Człowieka oczywiście.

środa, 18 września 2019

Mówisz-masz


Lusia w domu! Odpoczywa po wakacyjnych szaleństwach.


Obwąchałem.
Przywitaliśmy się czule, acz z pewną rezerwą po tak długiej przerwie.
Potem zaś, ku mojemu oburzeniu, zaległa obok Maćka. W swojej popisowej pozie.
.
 

wtorek, 17 września 2019

Koniec lata?



Tak niektórzy wróżą. Lusia ma wrócić lada dzień do domu. Bardzo się cieszę, bo zmęczyło mnie już towarzystwo buca Maćka i chciałbym się wreszcie do mojej towarzyszki przytulić.
Popić razem wody z umywalki.


Na razie odbywamy kocie drzemki oddzielnie. Ja w betach,


ona w koszyku na tarasie. 
 Ewentualnie w trawach. Wtedy pilnuje jej Warsik.


Słońce jeszcze praży w ciągu dnia, ale noce coraz zimniejsze. I poranki.
Koty jak to koty, korzystają z każdego promyczka. Niunia na zmywaku.
Warsik (prawie) na hamaku - czeka, aż mu go rozwieszą.
Tosia gdzie popadnie.
Pilnuje też papryczek, żeby nikt nie zerwał. Bo ostre papryczki pyszne są. Tak twierdzą ludzie, my koty nawet nie zamierzamy ich próbować.
 Mamy swoje przysmaki. Te dopiero są pyszne!
Słonecznych kąpieli zażywają też... ważki. To ich pora. Oj, jak lubił je gonić mój brat bliźniak Lolek. Dawne dzieje.
A zza płotu bacznie obserwuje to rajskie działkowe życie... Tosiny sobowtór. 

Lato, lato, nie kończ się.
A na koniec zagadka. Kto jest kim?