piątek, 14 sierpnia 2020

Upał



Ufff, jak gorąco!!! Miały być nie wiem jakie przygody na działce, a tymczasem... wszyscy głównie się wylegują,
plażują
bądź uciekają do cienia, który jednak trudno znaleźć.
Ja w domu na drapaku. Narcyzem nie jestem, ale nieźle się prezentuję, co nie?
 
Maciek leży jak nieżywa skórka, nawet nie ma co go pokazywać.
Na dworze pić się chce, więc każde źródełko dobre. Lusia z konewki.
A co? Przynajmniej dużo i prędko nie zabraknie.
Tośka swoją miseczkę migiem opróżniła i teraz usycha.
Jedyną przygodą, którą warto odnotować, było... polowanie na nornicę.

Aha, i jeszcze na ptaki,
ale to już czysto obserwacyjnie – te akurat były poza kocim zasięgiem.
Deszcz był raz i było pięknie i orzeźwiająco. 
PS. Z ostatniej chwili. Tosia w domowym izolatorium. Przeziębiła się i... straciła głos. W taki gorąc!!! Ale nie będę się nad nią pastwił. Widać delikatna jest. Bardzo tęskni za działką. 
 
Wracaj Tosiu szybko do zdrowia i do Lusi, bo jej też bez ciebie smutno. Czeka...

poniedziałek, 27 lipca 2020

Mogliśmy mieć sąsiada...



Znalazł go Dobry Człowiek zabłąkanego w pobliskim lesie. Głodny, wychudzony, ale ufny. Piękny rudy kot, prawie bliźniak domowego Alfreda, o którym niedawno pisałem.
Przenocował w domku na działce, wtulony w przypadkowego opiekuna. Rano, już po porządnym śniadaniu, poszedł na zwiady, obejrzał okolicę, spodobało mu się. Generalnie poczuł się jak u siebie, nawet pilnował butów gospodarza.

Wkrótce zawitali goście. Najpierw Lusia, ale trochę się spłoszyła i wycofała do siebie.
Tosia jak to Tosia, wparowała bez pardonu ze swoim popisowym sykiem. 

Ale kot zachował się z klasą. W końcu jest u siebie, nie będzie na niego byle kto syczeć.
Najpierw wyjrzał ciekawie z domku.
Poszedł za nią, żeby się zbytnio nie rozpanoszyła na jego włościach. 
Przyczaił się, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
Potem usadowił się na kanapie z czytelnym komunikatem – to moje miejsce, nie podchodź.
A na koniec rozsiadł na grillu i patrzył z góry, ale już trochę znużony tą wizytą.

I wyobraźcie sobie, że nasza pyskata Tośka wymiękła
i zmyła się jak niepyszna. 
Ale jako że każdy kot ciekawski jest, przybył potem do nas pod furtkę.
Inny Dobry Człowiek zawiózł kota do weta, bo miał zranioną łapkę. I tu się kończy cała historia. Rudy bezimienny nie był bezdomny. Po prostu zawędrował zbyt daleko i chyba się zagubił. Miał czipa. Więc wrócił do swojego domu i swoich ludzi. To dobra wiadomość.
Ale jest też zła. Na działkach wszyscy za nim tęsknią, bo mimo że był tak krótko, dał się polubić. Tosia i Lusia, bo miałyby fajnego sąsiada. Dobry Człowiek, bo miałby przyjaciela. Nawet ja, bo choć już nigdy na działki nie pojadę, chętnie posłuchałbym opowieści o jego przygodach. A na pewno by się tam działo... No cóż, takie życie.

środa, 8 lipca 2020

Początek wakacji



Przyjechały!
Na razie stróżują. Na chodniku.
 
Na tarasach.
 
Na dachu.
Przewąchują grządki,
 rozkoszując się trawką. 

 Ach, te piękne oczy... W kolorze trawy właśnie. 
Warsik został z działki mało delikatnie wyproszony. Ale dochodzą słuchy, że bywa i wszczyna awantury. Z Tośką są na noże, czyli pazury. Aha, i podobno gdzieś w oddali nocną porą koty piorą się z... kuną. To dopiero się dzieje! Szkoda, że mnie tam nie ma, zrobiłbym porządek natentychmiast!!!
Zobaczcie, jak kiedyś razem z Tosią stróżowaliśmy. Nikt się nie przecisnął. Eeech, wspomnienia...
Pojawia się też Dosia, ale ona umie się zachować. Poczęstuje się i znika, bo widzi, że właścicielki daczy przyjechały na wywczasy i nie należy przeszkadzać. O dziwo, jej godność udziela się naszej zadziornej Tosi. Obserwuje spokojnie, pilnuje, żeby gościni się najadła,
a nawet przyłącza się dla towarzystwa.
Jeszcze kolejne pokolenie kaczuszek z działkowej fosy i mamy komplet :)





czwartek, 2 lipca 2020

Sąsiad



Przyjechał na działki nasz sąsiad-mieszczuch. Ten, co chodzi na smyczy. Pies to czy kot? – oto jest pytanie. Alfred się nazywa. Przypomina nam śp. wujaszka Rudego.
To wujaszek
A to Alfred
Był już w zeszłym roku. Potem siedział w bloku i zapomniał, jak prawdziwy świat wygląda. Nic więc dziwnego, że się początkowo wystraszył i „spłaszczył”.
Ale że to jednak kot, a nie pies, ciekawość świata zwyciężyła. Nowe dźwięki, zapachy, bodźce... Ooo, to jest to, na co koty reagują wszystkimi zmysłami. Tak już mamy.
Potarzać się też lubimy.
I powąchać kwiatki.
Prawdziwa trawka, ta sklepowa nawet się do niej nie umywa.

Kolego Alfredzie, mam dla ciebie dobrą wiadomość. Niebawem przyjadą na działkę twoje sąsiadki – Tosia i Lusia. Więc bywaj częściej. Może cię nawet spuszczą z tej smyczy. Tosia na początku będzie na ciebie syczeć, ale ona tak zawsze. Lusia jest bardziej przyjacielska. Zakumplujecie się, zobaczysz. Będzie fajnie!

piątek, 26 czerwca 2020

Wieści



Z działki

Mają nowego grilla. Markowego, takiego, jak miała moja Pierwsza Mama, tylko inny kolor. Zielony, zieloniutki. Grill-żabka, można powiedzieć. Nie skorzystam z niego, ale podoba mi się. No i pamiętam czasy, kiedy karmiono mnie grillowanym kurczakiem. Mniamiśne to było.

Mają też nowe róże.

I generalnie wielki bałagan, bo po deszczach puściły chwasty jak szalone. Rozszalały się też... ślimory. Fuj! Ale tego już nie będę pokazywał ;)

Z domu 
 
Tu przynajmniej bez zmian. Ja jako kot niemłody już i stateczny, zmian nie lubię. Swoje się przeszło i wystarczy. Więc się wyleguję, 

wylizuję futerko,
wysypiam z Lusią – nie tyle u boku, ile za... ogonem.
Reszta też nie lepsza – wylegują się wszyscy. Jak widać, w różnych okolicznościach. Tak my, koty, już mamy, że to lubimy najbardziej.
 

środa, 10 czerwca 2020

Zagadka

Kochani, co to może być za dziwo? Megaćma jakaś? Nie ma wśród was entomologa, który pomógłby rozwikłać tę zagadkę? Zdarzyło się oczywiście na naszej działce.
 


poniedziałek, 8 czerwca 2020

Rocznica



To już trzy lata, jak odeszła moja Pierwsza Mama. Pamiętają o niej wszyscy:
my koty, czyli cała nasza czwórka,
ludzka rodzina i... działka, która odwzajemnia jej pracę i miłość, piękniejąc z roku na rok.

Nawet rododendron, który posadziła i nie doczekała kwitnienia, jest coraz bujniejszy.
Kochamy i wspominamy.