poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Wszystko, co dobre...


Wczorajszy, ostatni dzień na działce był i mokry, i upalny. Na początku, kiedy trawa była mokra, siedziałem sobie w ulubionym kąciku na werandzie i jak zwykle obserwowałem, co się dzieje dookoła. Potem przyszła w odwiedziny Dosia. W zasadzie to ona u nas śpi i z nami je, ale często sobie wychodzi poza działkę. Ciekawy jestem, czy poznacie, który to Maciek, a która to Dosia.

Na marginesie dodam, że Maciek z Dosią bardzo się polubili :)) Nawet widziałem, jak sobie buzi dawali, hahaha.
Po śniadaniu poszedłem na zwiady.

Jednak nic konkretnego nie wypatrzyłem, toteż wróciłem na ganek.

Stamtąd znowu dostrzegłem Dosię i Maćka.

Machnąłem na Maćka łapą i szybko pobiegliśmy w chaszcze trochę popolować.


Gdy tylko usłyszałem potężne grzmoty, przybiegłem co tchu, wskoczyłem człowiekowi na kolana i od razu zabrałem się za pisanie bloga, aby zdążyć przed burzą.

A dzisiaj? Dzisiaj sobie słodko śpię. Odsypiam wszystkie przygody, krótkie noce, długie dni itp.


5 komentarzy:

  1. Fajne kocie opowieści :-)
    Śpij słodko rudzielcu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raj tam macie na tych działeczkach :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnia focia najsłodsza:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dosia to ta bliżej ściany? :). Dobrych snów Lucku :).

    OdpowiedzUsuń
  5. abigail@ tak to właśnie Dosia.

    OdpowiedzUsuń