wtorek, 5 stycznia 2010

Galeria

Dzisiaj zaprezentuję wam galerię naszych profesjonalnych zdjęć.





Czyż nie prezentujemy się wręcz wystrzałowo? Każdy z nas to inna "bajka", inny charakter, inny temperament, inny wygląd. Łączy nas jedno - wspólna zabawa, harce i swawole.

niedziela, 3 stycznia 2010

Leniwe popołudnie

Leżę tak sobie na drzewku i myślę, czym by tu się zająć.

Wszyscy śpią, nie ma się z kim bawić, może pogonię ogon. Już nieraz próbowałem go złapać i oderwać, ale bez skutku, niestety. Wziął się i uczepił jak rzep.

Sprawdzam, czy na pewno jeszcze jest, i widzę, że jest. Robię fikołka,


łapię łapą i mam go.


Wyprostowuję się lekko, poprawiam, a on myk i znowu mi ucieka.


Ponawiam akrobacje i

tym razem go złapałem, udało się, hurra. Tylko co dalej? Myślałem i nic nie wymyśliłem. Ogon jak był, tak jest . Postanowiłem poszukać kogoś innego do zabawy i zostawić ten uparty ogon w spokoju. Natrafiłem w pokoju na ważkę zwaną janiołem.

Już zacząłem ją konsumować, gdy nagle usłyszałem ciche wołanie "szukaj mnie". Zostawiam ważkę i lecę do przedpokoju, wskakuję na szafę, patrzę, a w budce wyleguje się wujaszek Rudy.

Mam cię, mówię, ale on tylko spojrzał i dalej się wyleguje. Za chwilę słyszę znowu "szukaj mnie", a to Maciek się schował. Schodzę na dół, biegam, patrzę, zaglądam, a tu nic, tylko chichot słyszę, spoglądam w górę i oczom własnym nie wierzę.

Maciek w szafie wisi i wieszak udaje.
Zmęczony i znużony zabawami postanowiłem też poudawać, tyle tylko, że...... hot doga w leniwe popołudnie.

piątek, 1 stycznia 2010

Nowy Rok

Wczoraj waliło, że aż strach. Ja co prawda się nie bałem, bo i czego, ale Maggie się trzęsła jak nie przymierzając galaretka z reklamy Biedronki. Maciek miał oczy jak filiżanki, a wujaszek Rudy siedział pod łóżkiem. A ja dla towarzystwa trochę z Maćkiem biegałem jak kot z pęcherzem po mieszkaniu, a trochę siedziałem pod łóżkiem z wujaszkiem, coby mu tam smutno samemu nie było.
Zaczęło się całkiem niewinnie.


Zabawy z kotem-balonem w czapeczce, to ludzie go tak przystroili, my byśmy na to nie wpadli, aby z balona robić balona :)

Potem w ruch poszła serpentyna.

Nawet wujaszek Rudy i znane nam bamboszki przyłączyły się do wspólnej serpentynowej zabawy.

Nawet te nieszczęsne czapeczki nam przywdziali, coby zabawniej było, i nagle...... przyszedł jak mu tam....... Nowy Rok.



Całe niebo się rozświetliło i rozgrzmiało, całe towarzystwo się schowało i zabawa się skończyła.

czwartek, 31 grudnia 2009

Życzenia

Wszystkim czytającym ten blog kotkom i ludziom w nadchodzącym Nowym Roku życzę dużo zabawy, smacznej karmy i wielu beztroskich dni, a także zdrowia i pomyślności.
Wasz Sylwestrowy Lucek:))

wtorek, 29 grudnia 2009

Po świętach

Po świętach kocik się nudzi. Lolek wczoraj się chwalił, że jedzie z kicią na Mazury. Ja nie mam żadnej kici, ale jakbym miał, to może pojechałbym w góry, a że mam same kocury, to zostaję w domu i z nudów ziewam.

Jak nie ziewam, to ganiam po prześcieradle z Maćkiem. Ostatnio to nasza najlepsza zabawa. Ludzie mówią, że to kolejny dzień świstaka.

Dzisiaj jednak pojawiło się w domu "coś". Bliżej niezidentyfikowany przedmiot, jakby czasem latający, ale w większości turlający się po ziemi. Nie bardzo wiem, do czego służy ani jak to ugryźć.

Próbowałem to z barana,

obchodziłem to z każdej strony,

nawet zębami to za "ogon" łapałem,



a to wciąż nic, tylko leży albo się turla, a ja dalej nie wiem, co to jest. Maciek powiedział, że to balon i że wybucha, jak go pazurem potraktować. Maciek się tego balona boi i przed nim ucieka. Ja po prostu chciałbym się tym balonem pobawić, ale taki duży i w zęby nie da się złapać, a szkoda. Ale jeszcze popróbuję.

sobota, 26 grudnia 2009

Rodzinka

Dzisiaj moi ludzie pojechali do mojej mamy i brata pirata. Zawieźli im prezenty od Mikołaja.

Dostali dużo jedzenia. Moja mama lubi moich ludzi i brat pirat chyba też, choć wciąż trochę się boi.

Pirat uwielbia mleczko i może pić je cały dzień. Szkoda, że nie mogę poznać tego mojego brata. Myślę, że razem fajnie by nam się bawiło.

Pirat dostał myszkę na prezent i się nią bawił.
Przyszły w odwiedziny inne koty, to się mama z nimi podzieliła. W końcu święta nie zdarzają się zbyt często, to i dzielić się wypada.

My tu w domu jeszcze świętujemy. Maciek z przejedzenia przelewa się ze stołu,

a ja udaję choinkową ozdobę.

Mimo figlów i żartów myślę o mojej działkowej rodzince i cieszę się, że ktoś o nich dba.

piątek, 25 grudnia 2009

Świątecznie

Moi ludzie mieli wczoraj siedzieć do północy i czekać, aż przemówimy ludzkim głosem, ale usłyszeli w telewizji, że na Podkarpaciu jak ktoś usłyszy swoje zwierzę mówiące ludzkim głosem, to nie dożywa następnych świąt. Toteż jak to usłyszeli, to szybko do łóżek polecieli. Tymczasem o północy my wszyscy zebraliśmy się wkoło wraz z Maggie oczywiście i sobie pogadaliśmy o tych naszych ludziach po ichniemu. Śmiesznie było. Ten ichni Mikołaj przyszedł i jak usłyszał, że my mówimy, to biedny aż czapkę ze strachu zgubił.

Ale prezenty zostawił, a to ważne. My dostaliśmy wory jedzenia i myszki do zabawy. A ludzie książkę.


Maciek jak ją zobaczył, to od razu mnie poinstruował, że należy szybko ją przeczytać, bo ona zawiera wiele ciekawych rad, jak podokuczać ludziom.
Najpierw Maciek się edukował.
A potem ja.

Wiecie, że ten numer ze ściąganiem prania z suszarki w tej książce jest :))
Ja zaadaptowałem inny numer. Ściąganie ważki z choinki. Maciek mówi, że to żadna ważka, tylko anioł. Jak zwał, tak zwał. Mnie tam przypomina ważkę, na którą tak dzielnie polowałem latem na działce.

Dzisiaj są święta i staramy się być grzeczni. Po prostu się relaksujemy


i podziwiamy okienne światełka.