wtorek, 26 stycznia 2010

Popołudnie z TV

Wczorajsze popołudnie spędziliśmy z wujaszkiem Rudym na oglądaniu telewizji. Bardzo lubimy programy o naszych współbraciach, czyli zwierzątkach.

Pokazywali właśnie coś, co bardzo przypominało, przynajmniej kolorystycznie, nas, więc musiałem podejść bliżej, aby się przyglądnąć. Okazało się, że to wilczek. Też coś, kto by pomyślał, że wilczki bywają rude :))

Jak pokazali kolibra, to siłą rzeczy musiałem podejść pod sam ekran, aby zapamiętać, jak ten ptaszek wygląda. A nuż taki przyleci do karmnika.

Potem pokazali coś, ale co to miało być, nie zrozumiałem, i mimo usilnego przyglądania się w dalszym ciągu nie wiedziałem, o co chodzi. Na koniec pokazali zimę, ale tę to ja mam za oknem, więc postanowiłem przespacerować się po telewizorze, wejść na komodę i zapytać umieszczonego w niej lustereczka, kto jest najpiękniejszym kotem na świecie. Och ta próżność.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Kociołów czy co?

Wyleguję ci ja się na kanapie i łypię okiem na okno, czy aby sikoreczki nie przyleciały, bo lubię je bardzo......... obserwować.

Nagle patrzę i oczom nie wierzę.

Potwór jakiś, kociołów czy co? Przyleciał do karmnika i patrzy się na mnie. Aż mnie strach obleciał i pot zimny oblał. A nuż wleci do środka i mnie porwie, pomyślałem.

Szybko pobiegłem na ratunek, ale tylko suczka Maggie w pobliżu była.

"Pomóż mi ", krzyczę, potwór na balkonie, pewnie się tu wedrze. Maggie dziwnie na mnie spojrzała, leniwie się podniosła i w kierunku balkonu się udała. Jak ją kociołów zobaczył, to w te pędy odleciał.

"Chociaż na tyle się przydała", pomyślałem i powróciłem do poprzedniego zajęcia, czyli obserwowania karmnika, do którego zawitał gołąb.

Szkoda, że nie sikorka albo wróbelek, ale zawsze to lepsze niż kociołów, no nie? Mogłem więc spokojnie pójść i wylegiwać się dalej bez obawy, że coś mnie porwie.

czwartek, 21 stycznia 2010

Był sobie konkurs


II etap konkursu na najlepszy blog zakończony. Nie przeszedłem do następnego etapu, ale to nic, i tak jestem z siebie dumny, bo na 1304 zgłoszone blogi w mojej kategorii zająłem 120. miejsce. Chciałem wam zatem podziękować za te smsy, co wysyłaliście na mnie :))
Dzięki udziałowi w konkursie zyskałem wielu nowych czytelników. Zaglądają na mój blog z różnych części Polski i nie tylko. Fajnie.
Będę starał się pisać częściej, ale....... jak tu pisać, kiedy zima taka ostra. W domu siedzimy i się potwornie nudzimy. No dobra, w większości to śpimy, ale jak już się obudzimy, to dajemy popalić tym naszym ludziom. Nauczyłem się przynosić im zabawki pod nogi, aby się ze mną bawili. Czasami to działa. Rzucają wtedy piłeczki albo kręcą linką, a my z Maćkiem skaczemy i gonimy.
Jak już pisałem poprzednio, lubimy się bić i chuliganić. Jak sobie za dużo pozwalamy, to ludzie sprowadzają nas do pionu. Ostatnio podarłem prześcieradło, ale jakoś obyło się bez awantury. No bo to tak niezupełnie moja wina była. Ot, pazury się w prześcieradło wdały i wyjść nie chciały, a ja się spieszyłem, bo usłyszałem, że Maciek myszką się zabawia, no to chciałem też i tak jakoś wyszło, że się prześcieradło podarło. Dzisiaj zabawiałem się obrusem, ale obyło się bez szkód. A i na firance się trochę pobujałem, bo sikorka przyleciała do słoninki, a ja chciałem ją z bliska zobaczyć. Na szczęście też jej nie podarłem. Uff. A tak w ogóle to oprócz nudy czas jakoś leci. Jednym słowem, oby do wiosny.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Charakterystyki

Wszedłem na portal o kotach i co widzę - analizy kocich charakterów. Też mi coś, jak świat światem, nikt jeszcze kota nie rozszyfrował, bo my jesteśmy jedną wielką tajemnicą. Nie to co psy, które....... hm, jakby tu powiedzieć, dają się rozgryźć w oka mgnieniu.
Ale niech im tam będzie, tym analitykom, psychologom. Według ich badań występuje 14 rodzajów kocich charakterów. Prawdę mówiąc, do mnie pasują ze trzy, jak nie więcej. A więc jestem:

Przytulanką
Ten kot zachowuje się tak, jakby ktoś umieścił mu na brzuchu taśmę klejącą, gdyż większość czasu spędza przyklejony do ciebie. Chodzi za tobą wszędzie, śpi z tobą w łóżku, mruczy, ślini się i ugniata łapkami twój brzuch. To maminsynek, który traci apetyt, gdy tylko gdzieś wyjeżdżasz, ale ty nigdzie nie wyjeżdżasz, prawda? Uważasz, że kot usechłby z tęsknoty, gdyby trzeba było go gdzieś na jakiś czas zostawić.


Komikiem
Kto powiedział, że koty nie mają poczucia humoru? Życie z komikiem to źródło ciągłej zabawy. To akrobata, przyjmujący najbardziej absurdalne pozycje w czasie snu, ze skłonnością do zrzucania różnych przedmiotów z monotonną regularnością. Ten kot bawi się czymkolwiek i ma nieskończenie dużo energii, wpada w poślizgi na kuchennej podłodze w pogoni za czymś obrzydliwym wyciągniętym spod lodówki. Właściciele często określają kota-komika mianem słodkiego wariata, a on po prostu cieszy się życiem.



Lokatorem
Ten kot chodzi własnymi drogami, przychodzi i odchodzi, nigdy nie narzeka, prawie zawsze przebywa w domu nocą i mocno śpi. Lokator to typ dla tych, którzy twierdzą, że koty nie przywiązują się tak jak psy. Lokator najbardziej kocha cię, gdy otwierasz puszkę z jedzeniem lub przygotowujesz kanapkę z tuńczykiem. Zasypia na twoich kolanach wieczorem, jeżeli jest mu ciepło, i przewiduje, że nie będziesz się ruszać.

Pewnie znalazłbym więcej trafnych charakterystyk, ale myślę, że te trzy oddają w pełni, jakim wspaniałym jestem kociakiem.

sobota, 16 stycznia 2010

Dzień jak co dzień

Nudziłem się jak mops. Wyciągałem, przeciągałem, wylegiwałem,



aż w końcu go ujrzałem. I aż dziw bierze, że nigdy wcześniej go nie widziałem.


Pomyślałem: fajny kumpel może z niego być, tylko dlaczego on tak sobie wisi, zamiast się ze mną bawić.

Podszedłem bliżej i zapytałem, co on tam robi i dlaczego nie zejdzie na dół, aby się pobawić, ale nic nie odpowiedział.


Ale ważniak - pomyślałem - i pobiegłem do Maćka, aby się w tej sprawie poradzić. Maciek jak to zwykle bywa, tylko się popatrzył, merdnął ogonem i poszedł się wylegiwać.

Poszedłem do wujaszka, który ze stoickim spokojem obserwował ptaki na balkonie.

Ale wujaszek jedynie odpowiedział, abym nie zawracał sobie głowy obrazkiem i zajął się czymś innym.
Hola, hola - pomyślałem - jakim znowu obrazkiem, obrazki to na ścianie wiszą, a ten kot na oknie, więc to nie może być obrazek. Zrezygnowany pomaszerowałem do łazienki, patrzę, a tam woda leci, to ja myk i siedzę sobie na umywalce i jej się przypatruję.


W końcu to tak samo ekscytujące zajęcie jak rozmowa z wiszącym kotem na oknie. Czyż nie?

czwartek, 14 stycznia 2010

Przygody, przygody

Uwielbiam wchodzić na szafę, wtedy mogę obserwować wszystkich z góry. Z góry wszystko wygląda inaczej. Nawet Maciek jest jakiś mniejszy. Wołałem go, aby wszedł na górę, ale nie chciał, to ja zszedłem na dół, bo trochę już mi się na tej szafie nudziło. Poszedłem do pokoju, włączam TV i patrzę........ Toż to ja, jak patrzę na kota wiszącego w oknie i zastanawiam się, skąd on się tam wziął. Ale jakim cudem znalazłem się w TV, skoro w TV same paski na okrągło latają?

Pomyślałem, że to może z braku powietrza tak mi się roi w oczach, i czym prędzej pobiegłem zaczerpnąć świeżego przez lufcik.

Jak już zaczerpnąłem tego powietrza, okazało się, że po telewizorze biegają tylko same paski i tylko wujaszek Rudy tak dziwnie na mnie patrzył i coś sobie pod nosem mruczał.

środa, 13 stycznia 2010

Braterskie pozdrowienia


Zrobiłem slide show o nas braciach. Wczoraj dostałem list od Lolka i Leona. Leon jak zwykle rządzi, obecnie jest na etapie wychowywania swojego człowieka. Ja już mam to za sobą. No, prawie. Jednego już wychowałem, drugi jakiś oporny i przez to nie bardzo go lubię. Nazywam tego człowieka policjant :) Ot tak, dla żartów jakby. Leon podobno rozstawia swoje koty po kątach, ja nie mam kogo, bo się nie dają, choć Maćkowi już tzw. "kota" pogoniłem. Wujaszka też zaczepiam, ale dla zabawy, bo on taki duży i trochę groźny. Chwalił się, że obcych to on się wcale nie boi i nawet im do talerzy wchodzi, szczególnie jak za długo siedzą. No ja to nie bardzo, przyznam szczerze. Moi ludzie nawet mnie straszyli, że jak się nie poprawię, to będą mi ludzi spraszać, abym nauczył się z nimi przebywać. Hm?
Ale Lolek też tak ma i przed ludźmi się chowa. Widać Leon odszczepieniec jakiś czy co. A swoją drogą to dlaczego mielibyśmy się do obcych łasić? My nie psy, swoją godność mamy. Niech ludzie się miziają, no nie? A my koty, indywidualiści, którzy swoimi drogami chadzamy, możemy ewentualnie, w drodze wyjątku, im to mizianie ułatwić.
Pochwaliłem się braciom, że biorę udział w konkursie, a nagrodą będzie... mysz chyba? Znaczy chciałbym taką wygrać, prawdziwą, co ucieka i piska. Maciek mówił , że to jest frajda niesłychana. Ganiać za taką myszą, złapać ją, a potem tak ją sobie podrzucać i patrzeć, jak chce uciec. Hihihi. Jak dotąd żadnej nie złapałem, ale też za mały byłem. Mam nadzieję, że jak ten cały śnieg stopnieje, to pojadę z Maćkiem na polowanie. No, chyba że wcześniej wygram tę całą mysz i w mieszkaniu polowanie urządzimy. Póki co, pilnie tę pogodę obserwuję, ale nic rychłego polowania nie zapowiada. Szkoda.