wtorek, 2 marca 2010

Artykuł

Przeglądałem gazetę i natknąłem się na artykuł, że niby "burasy" lepsze od "rudasów" są.
No przecież każdy szanujący się rudas zdenerwowałby się, czytając takie rzeczy. To i ja lekko się zacietrzewiłem i z gazetą rozprawiłem się jak trzeba.


A że drzeć się średnio gazeta owa chciała, to pomyślałem, że namiot z niej dobry być może.


Ale i namiot okazał się do bani, bo tylko głowę mogłem schować, to już ci tę gazetę na drobny mak rwać postanowiłem.


Gdy odgłos klucza w drzwiach usłyszałem, szybko pod koc się schowałem, coby ludzie nie widzieli mnie w akcji niszczenia ichniej gazety.

Chciałem burasa Maćka wrobić w ten bałagan, ale cwaniak mnie z koca zwalił, sam się na niego położył i gdy ludzie do pokoju weszli, udawał, że mocno śpi.
 
A może ten artykuł miał rację, że burasy to lepsze cwaniaki są? Ech, nieeeee.

niedziela, 28 lutego 2010

Wspinaczka

Dzisiaj postanowiłem pooglądać świat z góry. Wdrapałem się przeto na balkonową kratę i przypatrywałem się ulicy.

W międzyczasie do stołówki zawitał gołąb, czemu by z nim nie pogadać, pomyślałem, skoro nie mogę go zjeść.
Tak więc zawisłem na tej kracie na dłużej i ucinałem sobie pogawędki.

Trochę to wiszenie na kracie uciążliwe się okazało, postanowiłem zejść, tylko jak?


W końcu usiadłem na parapet i wtedy odkryłem, że gołąbek odbija się w szybie. Zdumiewające!

Takim oto sposobem miałem dwa gołębie, oryginał na balkonie i kopię na szybie.
Tak mi się to spodobało, że wciągnąłem w tę zabawę Maćka.


Każda zabawa jest męcząca, nawet takie wspinanie po kracie, i zakończona być musi wykwintnym jedzeniem


i drzemką, najlepiej w szafie pełnej swojskich zapachów moich ludzi.


czwartek, 25 lutego 2010

Czyżby wiosna?

Ludzie pootwierali balkony i okna, czyżby przyszła już wiosna? Co prawda, jak już pisałem, nie wiem, jak wygląda wiosna, ale i tak pośpieszyliśmy szybko zobaczyć, co się dzieje, i nawąchać się wspaniałego, świeżego powietrza.

W karmniku jak zwykle urzędowały gołębie i - co najważniejsze - świeciło słońce. Jeżeli tak wygląda wiosna, to ja jestem całkowicie za i już nie mogę się doczekać, kiedy pojadę z Maćkiem na działkę.
Marzy mi się, aby któryś z moich braci mnie odwiedził na działce, ale fajnie by było tak razem pobiegać i ważki połowić.
Tymczasem słyszałem, że ponoć moja mama ma na działce zamieszkać. Hmm. Co prawda ja już mam ludzkie mamy, ale może będzie fajnie z tą kocią przy boku?
Wracając do dnia dzisiejszego, to aż tak się tą wiosną zachwyciłem, że postanowiłem popatrzeć na nią z góry.

Jeszcze nigdy tak wysoko nie siedziałem i muszę przyznać, że jest niesamowicie. Pewnie będę częściej spoglądał sobie na ten świat z góry.
Maciek już wszędzie był i wszystko widział, toteż wybrał na miejsce swojego wypoczynku szafę.

Ja tam wolę balkonowe drzwi. Na nich przynajmniej tę nadchodzącą wiosnę widać, a na szafie tylko kurz.

wtorek, 23 lutego 2010

Wada genetyczna

Dowiedziałem się, że jestem wadą genetyczną. Dokładnie to chodzi o moje umaszczenie, czyli rudy kolor. Z tego też względu źle znoszę narkozy, szczepienia i wszelkie tego typu eksperymenty. Na wadę genetyczną to ja nie wyglądam, może wujaszek Rudy, z tą swoją torbą niczym kangur, albo Maciek z tymi wytrzeszczonymi oczkami, ale ja? Piękny, smukły, długi niczym hot dog, mam być jakaś tam wadą? Też mi coś.
Doszedłem do siebie, jestem w formie sportowca. Na nic zdały się te wszystkie zabiegi. Dalej rozrabiam najlepiej jak potrafię, zaczepiam pozostałe koty, a i bić się nauczyłem.
 Dzisiaj na dzień dobry przewróciłem krzesło, coby ludzie nie pomyśleli, że się ustatkowałem. Co to, to nie.
Krzesło z drugiej strony wydało mi się bardziej wygodne, szczególnie te sprężyny, takie fajne. Nawet wujaszek Rudy się zainteresował, bo dawno przewróconego krzesła nie widział.
Potem przywlokłem jakieś pudło, piękne i czerwone, i urządziłem sobie w nim własny pokój, coby mi koty nie przeszkadzały w odpoczynku.

Maciek próbował podejść mnie zza węgła, ale się nie dałem. Moje pudło i już. Nie obyło się bez walki.

Ale jak to bywa w rodzinie, wszystko zakończyło się wspólnym na sofie wylegiwaniem.

niedziela, 21 lutego 2010

Operacja



Wczoraj zostałem poddany operacji. Lekarze wycięli mi moje klejnociki. Nie żałuję ich....... chyba. Nie na wiele się zdały, a i trochę dokuczały. Operację przeszedłem dobrze, ale gorzej było z narkozą. Nie wiem, czy dostałem jej za dużo, czy mój organizm tak na nią podziałał, ale byłem przez 12 godzin całkowicie uziemiony, skołowaciały i ledwo żywy.
Wpędziłem tym samym swoich ludzi w stres i masę nerwów. Interweniowali nawet u lekarza i dopytywali się, dlaczego tak się ze mną źle dzieje, ale lekarz, jak to lekarz, kazał jedynie bacznie się przyglądać i w razie czego przyjść rano.
Jakoś mi jednak przeszło. Dzisiaj czuję się dobrze, aby nie napisać świetnie. Nawet ganiam już po mieszkaniu z Maćkiem i wujaszkiem. Ludzie też odetchnęli z ulgą, że wszystko skończyło się dobrze. Zobaczymy, jak rany będą się goiły, oby nie było żadnych powikłań, bo słyszałem, że z Maćkiem było niewesoło i musiał przyjmować antybiotyki, bo mu się coś w te pojajeczne rany wdało. Ale też się dobrze skończyło, tak że mam nadzieję, że  mnie nic nie będzie. Wczoraj było aż nadto.
Idę się powylegiwać, tak zalecił doktor, spokój  i cisza, ciepełko i mizianie.

środa, 17 lutego 2010

Dzień kota

17 lutego obchodzimy Światowy Dzień Kota.
W tym dniu to my koty jesteśmy najważniejsi. Właściwie to jesteśmy najważniejsi 365 dni w roku, ale dzisiaj wyjątkowo. Dzisiaj ludzie będą nas miziać dłużej niż zazwyczaj, kupią nam lepsze jedzenie, a może i jakąś zabawkę.
Wiemy, że nie jesteśmy lubiani przez część społeczeństwa, ale to już ich strata i świadczy jedynie o nich. My jesteśmy wyjątkowi. Dumni, niezależni i chodzący własnymi drogami. Nie dajemy się szkolić ani formować wedle zachcianek naszych ludzi. Prawda jest taka, że to ludzie przystosowują się do nas, a nie my do ludzi. Niestety, nie wszystkim odpowiada taka nasza wolność i wybierają....... psy. Ja osobiście do psów nic nie mam, w końcu mam w domu naszą Maggie, która właśnie skończyła 14 lat.


Po prostu wolę omijać je z daleka, bo tak dziwnie pachną i w ogóle. Rudasek, znaczy mój wujaszek, jest wprost zakochany w Maggie i nie ma dnia, aby się z nią nie miział, o ile mizianie z psem jest możliwe. Nawet Maciek lubi się o nią ocierać, nie wiedzieć czemu, ale ja w to już nie wnikam. Ja zachowuję dystans, jak przystało na kota.
Koty są z natury nieskromne i jeżeli zasługują na zachwyt i pochwałę, to się tym chwalą. Ja też się pochwalę. Otóż z okazji naszego święta TVP Info pokazała po raz kolejny moje zdjęcie i poinformowała telewidzów, że jestem kotem, który codziennie ich z uwagą ogląda.




 
Z uwagą czy bez, rzeczywiście ich oglądam, bo moi ludzie nie chcą przełączać na inne kanały  z obawy, że będę ganiał za paskami i pokaleczę ich telewizor pazurami. W końcu na to mam pazury. Czyż nie?

A teraz prezent - slide show dla ludzi :))