środa, 17 marca 2010

Smutno

Dzisiaj odeszła od nas nasza suczka Maggie.


Przyznaję, że nie przepadam za psami, ale Maggie była wyjątkowa. Bardzo nas lubiła i my ją też. Najbardziej zżyty był z nią wujaszek Rudy. Spodziewam się, że będzie za nią tęsknił. My, koty, pochowaliśmy się, aby dać naszym ludziom trochę czasu na rozpamiętywanie po Maggie. Smutno tak jakoś.

wtorek, 16 marca 2010

Szczurjan

Mam nowego przyjaciela, jest brązowy, miękki i ma na imię Szczurjan. W zasadzie wolę myszkę Piszczkę albo łysą myszę, ale Szczurjan jest nowy i muszę dać mu szansę wykazać się w zabawach.
Na razie spędzamy wspólnie czas na drzewie.

Razem obserwujemy, co dzieje się za oknem, i wyglądamy przybycia gołębi.

Zaczynamy się już nawet wspólnie bawić.

Ta zażyłość między nami nie spodobała się chyba Maćkowi, który korzystając z okazji, że zszedłem z drzewka, zaraz poszedł Szczurjana obwąchać,

a potem mu jeszcze prawił jakieś morały.


Po czym ostentacyjnie wdrapał się na szafę, aby widzieć wszystko i wszystkich z góry.



A ja postanowiłem wrócić do Szczurjana i powylegiwać się z nim na drzewku.


poniedziałek, 15 marca 2010

Wiosna, zima, zima, wiosna

Moi ludzie wybrali się na działkę w poszukiwaniu wiosny. Wrócili zziębnięci, ale zadowoleni, bo oto udało im się sfotografować kilka ledwo wystających z ziemi kwiatków. Czego nie omieszkali nam pokazać.



Przekonywali nas, że już niedługo pojedziemy hasać w trawie, a tu nagle, patrzę przez okno i oczom własnym nie wierzę, świat stał się cały biały.

Maciek jak to zobaczył, to zaczął nerwowo dobierać się do pizzy,

a ja schowałem się w domku, żeby i mnie nie zasypało na biało.

Tylko wujaszek Rudy zachował zimną krew i nie reagował na te zimowe widoki. Jak widać, miał to wszystko w....... ogonie.

środa, 10 marca 2010

Te co skaczą i fruwają

Leżę ja ci sobie w moim domku, odpoczywam, relaksuję się i nagle słyszę - gołąbki przyleciały.

Na hasło gołąbek, tudzież sikorka, szpak czy inny skrzydlaty, melduję się przy oknie.

Najpierw ostrożnie patrzę przez firankę, co się dzieje, udając wiewióra dla niepoznaki. A potem myk,


wychylam się i wołam  "a kuku, mam cię". Zazwyczaj wtedy gołąbki odlatują, ale tym razem chyba mnie jednak nie przyuważyły, tak się dobrze zakamuflowałem, i dzięki temu mogłem sobie dłużej pooglądać skrzydlatych przyjaciół.

Tak minęło przedpołudnie. Po południu zdecydowaliśmy z Maćkiem, że należy nam się wzmacniająca drzemka, bo przed nami jeszcze harce, gonitwy i swawole.

poniedziałek, 8 marca 2010

Lolek

Wczoraj otrzymałem wiadomość od Lolka, mojego brata. Otóż Lolek przygotowuje się do Euro 2012. Za wszelką cenę chce się dostać do kadry narodowej. Poczynił w tej sprawie dużo wysiłków. Podobno trenuje regularnie, oto on w akcji.



Przyznacie sami, że takich skoków nie jest w stanie wykonać żaden bramkarz.

 
Rewelacja!!!  Jestem bardzo dumny ze swojego brata. 

Ja niestety nie mogę pochwalić się takimi osiągnięciami. Nauczyłem się aportować myszki, co uważam za bardzo dużo. Zresztą nie każdy z nas braci musi mieć takie same zdolności. Ja jestem dobry w innych rzeczach, o czym piszę na bieżąco.
Wciąż nie mam niestety wiadomości o moim trzecim bracie Leonie :(( W związku z tym rozesłałem takie oto zdjęcia. Może się jednak odezwie, gdy to zobaczy?

niedziela, 7 marca 2010

Kwiatki

W domu pojawiła się wiosna w postaci żółtych kwiatków. Postanowiliśmy z Maćkiem jej się nawąchać, tej wiosny, i przyjrzeć z bliska.

Mnie szczególnie te kwiatki zaintrygowały, bo nigdy takich nie widziałem. Całą zimę stały w wazonie jakieś papierowe sztuczności. Toteż postanowiłem szczególnie się nimi zająć.

Musiałem je lekko podgiąć, bo Maciek mówił, że pachną.


Rzeczywiście zapach okazał się wspaniały, ciekawe jakby takie kwiatki smakowały?

 

 Ups, chyba lekko przesadziłem z tym ich zginaniem, jakby się złamały czy coś? Szybko poleciałem do wujaszka, aby  coś poradził, jak je wyprostować.



Szybko, szybko wstawaj, z kwiatkami coś się stało - wołałem przerażony.


Ale wujaszek ani drgnął. Pozostałem sam z problemem i znikąd pomocy.

Postanowiłem udawać, że mocno śpię i nic nie wiem o połamanych kwiatkach. Może się uda?

czwartek, 4 marca 2010

Baranek

Moim najlepszym przyjacielem bez wątpienia jest buras Maciek. Co prawda pierzemy się regularnie kilka razy dziennie, ale jak to ludzie mówią, kto się czubi, ten się lubi. Wujaszka Rudaska też lubię, ale z nim nie ma żartów. Jak się pierze, to na poważnie, aż sierść leci. Ostatnio zyskałem nowego przyjaciela, niebieskiego baranka.

Baranek zamieszkał na stole, jest miękki, puszysty i można się w niego wtulać. Przynoszę mu do zabawy moją ulubioną linkę, czyli sznurek, ale baranek woli sobie po prostu leżeć.

Czasami próbuję go rozruszać, ale ciężko mi to idzie, bo on tak sobie leży i leży. W końcu dałem mu moją sznuro-linkę do zabawy, a ja zająłem się tropieniem onych na stole.

 
Tak się w to tropienie zaangażowałem, że nawet nie zauważyłem, kiedy mnie te one wciągnęły pod matę na stole.


 
Wyszedłem z tej opresji cały skołowany, a niebieski baranek jak leżał na stole, tak leży.