środa, 28 października 2020

Przygotowania do zimy

Podobno ma być łagodna, ale kto to wie... Przyjdzie na pewno, popatrzcie jak zmieniają kolor na zimowy nasze wspaniałe trawy.
Na wszelki wypadek już czynimy przygotowania. Na pierwszy ogień poszła budka dla rezydentki Dosi. Trzeba było ją przewietrzyć, ocieplić... Tosia wszystkiego doglądała.
Bo Dosia jak to Dosia. Pojadła i poszła się poszwendać. Ale na pewno będzie zadowolona i będzie jej zimą cieplutko.
A my w domu szykujemy się do... wiosny. Pilnujemy paczek z ogrodowymi akcesoriami, ale to niespodzianka.
Będziecie musieli poczekać do następnego sezonu :) Przynajmniej z jedną. Bo mamy też nowe płotki i te możemy już pokazać.
Natomiast Lusia zamierza całą zimę przespać. Odkąd wróciła do domu, zawzięcie trenuje.

poniedziałek, 12 października 2020

Paczka

Hej, przyszła paczka od Cioci i Wujka z daleka. Dawno już nie mieliśmy takiej frajdy :) Bardzo za nimi tęsknimy, zwłaszcza za Ciocią, mistrzynią miziania. Nawet miałem wrażenie, że w tym pudle był jej zapach... Ale do rzeczy. Oczywiście najbardziej nas zainteresowały kocie przysmaki. Pierwsza obwąchała je Lusia.
Potem przystąpiliśmy wszyscy do degustacji. Tłok się zrobił przy miskach, nie mogłem się dopchać. Jedną torebkę wtrząchnęliśmy w try miga. Drugiej już nam nie dali, żebyśmy się nie przeżarli :( No nic, będzie na zaś.
Maciek po jedzeniu usadowił się na torbach, które dostał człowiek na zakupy. Całą noc ich pilnował, żeby nikt nie ukradł.
Ja z kolei pilnowałem halloweenowych ciasteczek.
Bo będziemy obchodzić wszystkie święta, jak to niegdyś bywało. I Halloween, i Thanksgiving. Tradycyjne dodatki w paczce dostaliśmy. Pojemy, powspominamy... We czwórkę, Tosia na pewno będzie już z nami. Pozostanie jej w pamięci widok jesiennych traw.
Dosia tylko zostanie na działce, jak zawsze. Staruszka już się z niej zrobiła, nabawiła się kociego kataru od Warsika (którego w końcu przepędziliśmy, żeby nie zarażał), ale daje radę. Życzymy jej dużo zdrowia i kondycji na nadchodzącą zimę.

piątek, 2 października 2020

Jesiennie

No więc Lusia jest już w domu. I dobrze, bo pogoda pod psem (a właściwie czemu nie kotem?). Odsypia wakacje już prawie od tygodnia.
Dla towarzystwa śpimy więc i my.
Na działce Tosia w koszyku, wreszcie ma go tylko dla siebie.
Co poje, to myk z powrotem na posłanko.
Lubi też poleżeć w bukszpanikach jak nie pada.
Chyba też już pora wracać do miasta. A tymczasem na działce zakwitł pierwszy zimowit jesienny :)

niedziela, 6 września 2020

Pora deszczowa



Po morderczych upałach nadeszła pora deszczowa. Wszyscy ratowali się jak mogli. Pod dachem w koszyku – czasem tłok się robił.

Dosia już nie miała dostępu, więc ciągle wyglądała jak zmokła kura.
Lusia wygodnicka najczęściej mościła się w domku na poduchach.
Jej pogoda chyba najbardziej zaszkodziła, bo w końcu wycięła numer. Zniknęła! Na całe trzy dni. Ostatnio była widziana na orzechu u sąsiadów, wypatrując niewiadomego. 
Już miałem pisać ogłoszenie „KOTOkolwiek widział, KOTOkolwiek wie...”. Żal byłoby Lusię stracić, szczerze mówiąc stęskniłem się za nią i chciałem, żeby już wróciła z tych wakacji. A tu masz! Ale znalazła się. Wkroczyła cichaczem jak gdyby nigdy nic. I zadekowała się od razu na dachu, wypinając na świat cały.
Może nie chciała, żeby ją do domu zabrali. Cwaniara. No nic, mam obiecane, że niedługo ją zobaczę. Wreszcie będzie z kim poleżeć na jesiennym słoneczku :)
Bo z Maćka żaden pożytek. Wyleguje się sobek sam jeden na własnym posłanku. I jeszcze zabawkami się obłożył, hahaha.
A w dniu imienin Pierwszej Mamy taki oto obrazek z Jej/naszego ogródka ku pamięci.


piątek, 14 sierpnia 2020

Upał



Ufff, jak gorąco!!! Miały być nie wiem jakie przygody na działce, a tymczasem... wszyscy głównie się wylegują,
plażują
bądź uciekają do cienia, który jednak trudno znaleźć.
Ja w domu na drapaku. Narcyzem nie jestem, ale nieźle się prezentuję, co nie?
 
Maciek leży jak nieżywa skórka, nawet nie ma co go pokazywać.
Na dworze pić się chce, więc każde źródełko dobre. Lusia z konewki.
A co? Przynajmniej dużo i prędko nie zabraknie.
Tośka swoją miseczkę migiem opróżniła i teraz usycha.
Jedyną przygodą, którą warto odnotować, było... polowanie na nornicę.

Aha, i jeszcze na ptaki,
ale to już czysto obserwacyjnie – te akurat były poza kocim zasięgiem.
Deszcz był raz i było pięknie i orzeźwiająco. 
PS. Z ostatniej chwili. Tosia w domowym izolatorium. Przeziębiła się i... straciła głos. W taki gorąc!!! Ale nie będę się nad nią pastwił. Widać delikatna jest. Bardzo tęskni za działką. 
 
Wracaj Tosiu szybko do zdrowia i do Lusi, bo jej też bez ciebie smutno. Czeka...