Zaczęło się całkiem niewinnie.
Całe niebo się rozświetliło i rozgrzmiało, całe towarzystwo się schowało i zabawa się skończyła.
Całe niebo się rozświetliło i rozgrzmiało, całe towarzystwo się schowało i zabawa się skończyła.
Dzisiaj jednak pojawiło się w domu "coś". Bliżej niezidentyfikowany przedmiot, jakby czasem latający, ale w większości turlający się po ziemi. Nie bardzo wiem, do czego służy ani jak to ugryźć.
Próbowałem to z barana,
obchodziłem to z każdej strony,
nawet zębami to za "ogon" łapałem,
Pirat dostał myszkę na prezent i się nią bawił.
My tu w domu jeszcze świętujemy. Maciek z przejedzenia przelewa się ze stołu,
Ale prezenty zostawił, a to ważne. My dostaliśmy wory jedzenia i myszki do zabawy. A ludzie książkę.
A potem ja.
Wiecie, że ten numer ze ściąganiem prania z suszarki w tej książce jest :))

Co to za facet - myślę sobie - i skąd się wziął?
Podszedłem do niego i pytam, co on tu robi, a on nic, tylko się śmieje i w kółko to samo gada. Pomylony jakiś czy co? Może chociaż pobawić się będzie chciał, ale gdzie tam,
tylko stoi i się gapi. Maciek mówił, że on przynosi prezenty w Wigilię. Ciekawe w czym? Jak on ani torby, ani siatki nie ma. Ale niech tam, zobaczymy później.
Ale też nie bardzo chciał się ze mną bawić. Maciek z Rudym namówili Maggie, aby przebrała się za renifera,
a potem tarzali się ze śmiechu po podłodze. Ja się jej tylko z ciekawością przyglądałem, bo nigdy żadnego renifera jeszcze nie widziałem, i stwierdziłem, że wygląda mało ciekawie .
Wesołych Świąt :))