piątek, 1 stycznia 2010

Nowy Rok

Wczoraj waliło, że aż strach. Ja co prawda się nie bałem, bo i czego, ale Maggie się trzęsła jak nie przymierzając galaretka z reklamy Biedronki. Maciek miał oczy jak filiżanki, a wujaszek Rudy siedział pod łóżkiem. A ja dla towarzystwa trochę z Maćkiem biegałem jak kot z pęcherzem po mieszkaniu, a trochę siedziałem pod łóżkiem z wujaszkiem, coby mu tam smutno samemu nie było.
Zaczęło się całkiem niewinnie.


Zabawy z kotem-balonem w czapeczce, to ludzie go tak przystroili, my byśmy na to nie wpadli, aby z balona robić balona :)

Potem w ruch poszła serpentyna.

Nawet wujaszek Rudy i znane nam bamboszki przyłączyły się do wspólnej serpentynowej zabawy.

Nawet te nieszczęsne czapeczki nam przywdziali, coby zabawniej było, i nagle...... przyszedł jak mu tam....... Nowy Rok.



Całe niebo się rozświetliło i rozgrzmiało, całe towarzystwo się schowało i zabawa się skończyła.

czwartek, 31 grudnia 2009

Życzenia

Wszystkim czytającym ten blog kotkom i ludziom w nadchodzącym Nowym Roku życzę dużo zabawy, smacznej karmy i wielu beztroskich dni, a także zdrowia i pomyślności.
Wasz Sylwestrowy Lucek:))

wtorek, 29 grudnia 2009

Po świętach

Po świętach kocik się nudzi. Lolek wczoraj się chwalił, że jedzie z kicią na Mazury. Ja nie mam żadnej kici, ale jakbym miał, to może pojechałbym w góry, a że mam same kocury, to zostaję w domu i z nudów ziewam.

Jak nie ziewam, to ganiam po prześcieradle z Maćkiem. Ostatnio to nasza najlepsza zabawa. Ludzie mówią, że to kolejny dzień świstaka.

Dzisiaj jednak pojawiło się w domu "coś". Bliżej niezidentyfikowany przedmiot, jakby czasem latający, ale w większości turlający się po ziemi. Nie bardzo wiem, do czego służy ani jak to ugryźć.

Próbowałem to z barana,

obchodziłem to z każdej strony,

nawet zębami to za "ogon" łapałem,



a to wciąż nic, tylko leży albo się turla, a ja dalej nie wiem, co to jest. Maciek powiedział, że to balon i że wybucha, jak go pazurem potraktować. Maciek się tego balona boi i przed nim ucieka. Ja po prostu chciałbym się tym balonem pobawić, ale taki duży i w zęby nie da się złapać, a szkoda. Ale jeszcze popróbuję.

sobota, 26 grudnia 2009

Rodzinka

Dzisiaj moi ludzie pojechali do mojej mamy i brata pirata. Zawieźli im prezenty od Mikołaja.

Dostali dużo jedzenia. Moja mama lubi moich ludzi i brat pirat chyba też, choć wciąż trochę się boi.

Pirat uwielbia mleczko i może pić je cały dzień. Szkoda, że nie mogę poznać tego mojego brata. Myślę, że razem fajnie by nam się bawiło.

Pirat dostał myszkę na prezent i się nią bawił.
Przyszły w odwiedziny inne koty, to się mama z nimi podzieliła. W końcu święta nie zdarzają się zbyt często, to i dzielić się wypada.

My tu w domu jeszcze świętujemy. Maciek z przejedzenia przelewa się ze stołu,

a ja udaję choinkową ozdobę.

Mimo figlów i żartów myślę o mojej działkowej rodzince i cieszę się, że ktoś o nich dba.

piątek, 25 grudnia 2009

Świątecznie

Moi ludzie mieli wczoraj siedzieć do północy i czekać, aż przemówimy ludzkim głosem, ale usłyszeli w telewizji, że na Podkarpaciu jak ktoś usłyszy swoje zwierzę mówiące ludzkim głosem, to nie dożywa następnych świąt. Toteż jak to usłyszeli, to szybko do łóżek polecieli. Tymczasem o północy my wszyscy zebraliśmy się wkoło wraz z Maggie oczywiście i sobie pogadaliśmy o tych naszych ludziach po ichniemu. Śmiesznie było. Ten ichni Mikołaj przyszedł i jak usłyszał, że my mówimy, to biedny aż czapkę ze strachu zgubił.

Ale prezenty zostawił, a to ważne. My dostaliśmy wory jedzenia i myszki do zabawy. A ludzie książkę.


Maciek jak ją zobaczył, to od razu mnie poinstruował, że należy szybko ją przeczytać, bo ona zawiera wiele ciekawych rad, jak podokuczać ludziom.
Najpierw Maciek się edukował.
A potem ja.

Wiecie, że ten numer ze ściąganiem prania z suszarki w tej książce jest :))
Ja zaadaptowałem inny numer. Ściąganie ważki z choinki. Maciek mówi, że to żadna ważka, tylko anioł. Jak zwał, tak zwał. Mnie tam przypomina ważkę, na którą tak dzielnie polowałem latem na działce.

Dzisiaj są święta i staramy się być grzeczni. Po prostu się relaksujemy


i podziwiamy okienne światełka.

czwartek, 24 grudnia 2009

Życzenia

Korzystając z chwili oczekiwania na Gwiazdora, pragnę wszystkim czytelnikom mojego bloga, w szczególności moim braciom Lolkowi i Leonowi, życzyć miłych, fajnych, wesołych Świąt i wielu zabawek i smakołyków pod choinką.
Wasz Lucek.

Wigilia

Co za dziwny dzień ta Wigilia. Ludzie już od tygodnia siedzą w kuchni i praktycznie z niej nie wychodzą. Maciek mówi, że oni tak mają przed Świętami. Maciek w ogóle dużo mówi. Powiedział, że o północy możemy powiedzieć ludziom, co o nich myślimy i czego od nich oczekujemy. Pytałem go, czy zeszłego roku przemówił, ale odpowiedział, że nie miał takiej woli ani potrzeby. Hmm. Ja też się zastanowię, czy przemówić, czy nie.
Wczoraj było małe zamieszanie. Patrzę ja sobie i co widzę? Na moim drzewie stoi jakiś stary facet w czerwonych spodniach i białej koszulce. Do tego co jakiś czas głośno się śmieje i gada.


Co to za facet - myślę sobie - i skąd się wziął?


Podszedłem do niego i pytam, co on tu robi, a on nic, tylko się śmieje i w kółko to samo gada. Pomylony jakiś czy co? Może chociaż pobawić się będzie chciał, ale gdzie tam,

tylko stoi i się gapi. Maciek mówił, że on przynosi prezenty w Wigilię. Ciekawe w czym? Jak on ani torby, ani siatki nie ma. Ale niech tam, zobaczymy później.
Potem nagle objawił się jakiś skrzacik na saneczkach.

Ale też nie bardzo chciał się ze mną bawić. Maciek z Rudym namówili Maggie, aby przebrała się za renifera,


a potem tarzali się ze śmiechu po podłodze. Ja się jej tylko z ciekawością przyglądałem, bo nigdy żadnego renifera jeszcze nie widziałem, i stwierdziłem, że wygląda mało ciekawie .
Na końcu ludzie przytachali ze sobą drzewo, chyba z lasu, bo ładnie pachniało, zupełnie inaczej niż nasz dom. Próbowałem się na nie wdrapać, ale okazało się takie wysokie jak ja i się nie dało, toteż postanowiłem je skubnąć, ale mi nie smakowało. Teraz stoi sobie choinka strojna, a ja mam bombki do strącania.

Wesołych Świąt :))