poniedziałek, 1 czerwca 2015

Byłam na działce

W końcu się doczekałam, pojechałam wraz z Lusią.

Było klawo, nie obyło się bez przygód.

Idziemy sobie rowem, patrzymy "Ruda", znaczy Misia vel Michalina, dla znajomych Halina :)))

Paczymy, jakaś dziwna ta ruda, pręgi ma, myślę sobie od słońca dostała czy jak??

Paczymy bardziej, ale ruda jakaś zupełnie do siebie niepodobna i chrząka jakoś tak dziwnie, myślę chora czy co?? Aż tu nagle.....


rude się odwraca i co patrzymy??? Dzik stoi przed nami. Toż to szok, myślę. Posuwam się o centymetr, a on w nogi. Uciekł, a tak chciałam sobie jeszcze popatrzeć.
Wróciłam na działkę i tak sobie na niego czekałam.

Przy wodopoju kaczkami.

Lucha szalała zaś. A to czaiła się, a to ukrywała, zapewne przed dziczkiem.

 Następnego dnia pojechał Maciek. Maciek jak to Maciek, spacerował, obserwował.


Trochę się w piachu potarzał i wrócił. Dziczka nie widział. A szkoda.


Podobno za kilka dni znowu jadę na działkę, będę czujnie wypatrywała prosiaka :)) Może go zwabię na grilla :))

poniedziałek, 18 maja 2015

Hejka

Wyobraźcie sobie moi drodzy, że Maciek vel Buncol znowu pojechał na działkę.

W związku z zaistniałą sytuacją ja, Tosia, która teraz popełnia ten wpis, żądam zawiezienia mnie na działkę w celach rekreacyjnych.

Nie wykluczam, że o ile zagustuję w świeżym powietrzu, towarzystwie Misi i Dosi, pięknej dorodnej trawce i śpiewie ptaków (hihi), to zostanę aż do jesieni.

Skoro Maciek może rozkoszować się tymi dobrami, to ja też, no i oczywiście Lusia, moja psiapsiółka:))
Lucek zaś, ze względu na "dzikość w sercu", "zew krwi" i takie tam, będzie dzielnie pilnował mieszkania na czas naszej nieobecności, że tak powiem.

Tak więc działka "welcome to" i to już niebawem. Patrząc na te zdjęcia z Maćkiem, wyobrażam siebie i marzę, marzę, marzę, leżąc na kanapie.

poniedziałek, 11 maja 2015

Też byłem

Tak, to ja, Maciek, nie pisałem tutaj nigdy, ale co tam, spróbuję i ja. Otóż pojechałem na działkę i już. Koniec i kropka.
Obwąchałem domek, przejrzałem się w lustrze, poszedłem spać.





Obudziłem się, rozejrzałem dookoła, pić mi się zachciało, to się napiłem z wiadra.


Woda była wyborna, wręcz.
Posiedziałem sobie na podeście i znowu rozejrzałem się dookoła, ciekaw zmian.

Zauważyłem, że trawa taka soczysta, zielona, to się skusiłem.

Mniam.

Trochę jeszcze pozwiedzałem krzaków

i czas było wracać w domowe pielesze. Tak. Wycieczka była przednia, że tak powiem. Następnym razem, o ile zdecyduję się opuścić moje piernaty, pozwiedzam więcej starych zakątków, które w młodości tak mnie rajcowały, a teraz zachwycają Lusię. Nara, jak mówi młodzież.

poniedziałek, 4 maja 2015

Pojechałam :))

To ja, wasza ulubiona Lusia, słuchajcie, pojechałam na działkę. No jak bum cyk cyk, nie wierzę, że byłam na działce. Miał jechać Maciek, ale taki jakiś wczorajszy był,


potem padło na Tosię, ale też jakaś taka nie tegez,

zresztą i tak pochowały się za wersalkę. Lucek ma szlaban na działkę forever, bo dziknie na niej i małpiego rozumu dostaje buhahahha.
Więc pojechałam ja.

Szok jak nie wiem, kot przez te wszystkie miesiące zapomina, jak to na działce jest, i musi wszystko od nowa odkrywać.


Jakby tego odkrywania było mało, to wyobraźcie sobie, że stała się rzecz niesłychana. Mały dziczek wpadł u sąsiada na działce w takie betonowe zagłębienie i nie mógł wyjść. Płakał, skakał, aż w końcu go wyciągnięto i do specjalnego schroniska dla dzikich zwierząt zawieziono.

No, po prostu wow!

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kwiecień-plecień

Chłodno i wieje, z wizyty na działce jak na razie nici. Mama Misia za to wysiaduje przy drzewku,

a wrona siwa na drzewku wysiaduje

jajka.


Oj, pogoniłoby się taką wronę, co nie? Pomarzyć każdy kot może, my też mamy swoją wronę , znaczy kurczaka do zabawy,

i fajnie jest.

A tak w ogóle to czekamy na ciepełko wtulone w swoje powabne futra.

Może majówka będzie słoneczna i któryś z nas kotów pojedzie na działkę?? Nie to, że narzekamy, po prostu już byśmy chcieliśmy opuścić te nasze pielesze. Powąchać kwiatki,

pogonić ptaszki, a i myszkę upolować. I tyle.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Święta, znowu

Dopiero co jedne święta były, a tu drugie się zrobiły, te są pełne pysznej szynki, takiej w sam raz dla dziewczynki, hahahha.

Ale po kolei, przynieśli koszyczek pełen zapachów. Lucek się nim zainteresował,

powąchał, polizał, potem się schował. Maciek na stół wskoczył, koszyczek zoczył, ale przeszedł koło niego i nic. Tosia w ogóle się nie fatygowała, suche kocie pałaszowała. Ja wielce zaciekawiona do koszyczka podeszłam i szyneczki skosztowałam.

Dzisiaj rano już czekałam na śniadanko. Ledwo się na stole pojawiło, a ja już zerkałam, co by tu przekąsić.


Moją uwagę przykuła wędlinka, ale muszę przyznać, że i sernik okazał się zjadliwy i całkiem dla kotów nieszkodliwy.




Po śniadaniu nadszedł czas relaksu, maminsynek na kolankach,

ja wybrałam oglądanie programu o psach.


Pozostali poszli spać. Ot i święta.




środa, 18 marca 2015

A tymczasem

Mama Misia znalazła sobie nowego kumpla.


Kumpel o imieniu Wacek zasiadł sobie na krześle i ani myśli, aby sobie pójść. Mama Misia bardzo lubi siedzieć na kolankach, więc korzysta z usług Wacka.


  W wolnych chwilach rozkoszuje się krokusami

i wiosennymi iryskami.


A my w domu przy marchewce

toczymy regularne walki.